Discussion:
Ciekawy wątek na forum kognitywistyki.net - neurochemia a miłość
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
Marcin Ciesielski
2006-11-23 20:22:39 UTC
Permalink
Podziękowania dla Quasiego za podsunięcie tak interesującej tematyki. Oto
zapis wątku, który jest dostępny tutaj:
http://www.kognitywistyka.net/forum/viewtopic.php?p=191

Marcin Ciesielski
Posty: 10
Skąd: Kutno
Wysłany: Wczoraj 0:05 Neurochemia a miłość

Niedawno znalazłem w usenecie bardzo ciekawy post, demaskujący często
przedstawianą w nienaukowych czasopismach teorię o roli fenyloetyloaminy w
powstawaniu miłości. Przodowały w tym zwłaszcza rozmaite czasopisma
kobiece. http://42.pl/u/nVf napisał/a:
------------------------------------------
Temat: Re: Milosci hormony
Od: Quasi <quasi-***@NOSPAM.gazeta.pl>
Data: Sat, 04 Nov 2006 14:03:37 +0100
Grupa dyskusyjna: pl.sci.biologia
MsgID: news:eii339$adu$***@inews.gazeta.pl


Chodzi mianowicie o rzekomy zwiazek 2-fenyloetyloaminy ze stanem "milosci".
Naukowa literatura nic o zwiazku miedzy beta-PEA a miloscia nie wspomina.
Malo tego, w ogole - o ile sie zorientowalem - rola fenyloetyloaminy w
ludzkim ukladzie nerwowym wydaje sie skromna i jest chyba nienajlepiej
poznana. W kazdym razie nie ukazal sie zaden artykul - a przynajmniej ja
nie moge takowego znalezc - ktory wiazalby ta substancje ze stanem
psychicznym popularnie zwanym "miloscia"/"zakochaniem".
Przeglad literaturowy kazdy moze zrobic sobie sam - nizej podaje linki do
kluczowych IMHO artykulow, a dalsze "sledztwo" nalezy rozpoczac od
opcji "Related articles":
[ http://tinyurl.com/ymsomf ] - przegladowka 1995r
[ http://tinyurl.com/ycyadb ]
[ http://tinyurl.com/y9u3fm ]

Juz dawno mnie zastanowilo, skad sie ow humbug (tj. relacja PEA-milosc)
wzial w literaturze popularnonaukowej. Stawiam hipoteze, ze jest to wynik
zwyklej pomylki nomenklaturowej, moze ekwiwokacji ("sementycznego
naduzycia"/"skrotu myslowego" - jak to sie dzisiaj mowi...). Otoz
termin "fenyloetyloamina" moze odnosic sie zarowno do zwiazku
2-fenyloetyloamina [CAS: 64-04-0] (hiralna 1-fenyloetyloamina to juz inna
bajka - bez biologicznego znaczenia), jak i do *klasy zwiazkow* obejmujacej
wiele substancji - zarowno endogennych jak i egzogennych - psychoaktywnych,
w tym 3 niezwykle wazne neurotransmitery: katecholaminy - adrenalina,
noradrenalina, dopamina. Katecholaminy (zwlaszcza dopamina - podstawowy
mediator w szlakach limbicznego systemu nagrody) niewatpliwie odgrywaja
fundamentalna role w neurofizjologii "zakochania" - podobnie jak w
wiekszosci innych aktywnosci psychicznych - stad niewykluczone, ze ktos kto
pisze "fenyloetyloamina" w rzeczywistosci ma na mysli wlasnie te
neurotransmitery (tj. dopamine, noradrenaline i adrenaline) zbiorczo.
[ http://en.wikipedia.org/w...stitution_table ]

Jesli zas chodzi o neurofizjologie "parzenia sie" (nie wiem, jaki jest
lepszy odpowiednik angielskiego "mating") - w tym "milosci"/"zakochania" -
to wiekszosc wiedzy na ten temat pochodzi z badan nad monogamicznym ssakiem
modelowym - nornikiem preriowym Microtus ochrogaster [
http://en.wikipedia.org/wiki/Prairie_Vole ]. Badania te bardzo precyzyjnie
wskazuja na udzial wazopresyny i oksytocyny [ http://tinyurl.com/ybghle ].
Na temat badan nad nornikami:
[ http://tinyurl.com/ykm8hc ]
[ http://tinyurl.com/y8vlc7 ]
[ http://tinyurl.com/y2dzyd ]
[ http://tinyurl.com/tltan ]

Slyszalem tez cos o ostatnich badaniach wskazujacych na istotne znaczenie
prolaktyny.

Wiecej o "biochemii milosci" (choc nie recze za rzetelnosc):
[ http://en.wikipedia.org/wiki/Love#Scientific_views ]
[ http://tinyurl.com/ygb3d4 ]
[ http://en.wikipedia.org/w...sonal_chemistry ]
[ http://en.wikipedia.org/w...#Neurochemistry ]
------------------------------------------


Myślę, że jest to dobry punkt wyjścia do szerszej dyskusji. Mimo że wiem o
tym, że autor wiadomości jest magistrem biologii, radziłbym uważać na
odsyłacze do Wikipedii - tam zdarzają się błędy.

Ostatnio zmieniony przez Marcin Ciesielski Wczoraj 0:09, w całości zmieniany
1 raz

Maria Borkowska
Posty: 9
Skąd: Olsztyn Wysłany: Wczoraj 9:51 Re: Neurochemia a miłość

Marcin Ciesielski napisał/a:

Badania te bardzo precyzyjnie
wskazuja na udzial wazopresyny i oksytocyny [ http://tinyurl.com/ybghle ].



zaskoczyło mnie to, bo z tego co wiem oksytocyna działa kurcząco na mięśnie
macicy więc jest odpowiedzialna za poród i częściowo za orgazm. nie
spotkałam się jeszcze z badaniami, które potwierdzałyby jej udział
w "miłości" (jak rozumiem emocjonalnej).

co do prolaktyny to jest ona odpowiedzialna głównie za laktację.
_________________
latarnia Diogenesa



Marek_Pietraszczyk
Posty: 18
Skąd: Bielsko - Biała Wysłany: Wczoraj 10:04
love junkies czyli narkomani miłości

Witam.

Temat może rozruszać dział neuronauki, ze względu na jego uniwersalny
charakter. Bywa chętnie dyskutowany w każdej grupie społecznej :)

Ja wkleję link, który wyskoczył jako pierwszy po wpisaniu w google
?neurochemia miłości? oto, co na ten temat napisał Jerzy Silberring
Zespół Neurobiochemii, Wydział Chemii UJ:
http://www.if-pan.krakow....liki/110303.htm


Pozdrawiam.

PS wydaje się, że w świadomości społecznej miłość funkcjonuje w kategoriach
wiary: np. często ludzie pytają ?czy wierzysz w miłość ??, w ujęciu
(neuro)naukowym nie ma miejsca na wiarę, bo miłość istnieje, albo nie, ale
nie jest to już ten sam rodzaj metafizycznego spisku, który znamy z
historii sztuki. Jej natura jest materialna.
Ostatnio zmieniony przez Marek_Pietraszczyk Wczoraj 10:09, w całości
zmieniany 4 razy





Marcin Ciesielski
Posty: 10
Skąd: Kutno
Wysłany: Wczoraj 16:16 Re: Neurochemia a miłość

Maria Borkowska napisał/a:
nie spotkałam się jeszcze z badaniami, które potwierdzałyby jej udział
w "miłości" (jak rozumiem emocjonalnej)


Były kiedyś prowadzone bardzo znane badania nad dwoma gatunkami norników, z
których jeden był monogamiczny, a drugi poligamiczny. U gatunku
monogamicznego zaobserwowano większą koncentrację receptorów oksytocyny w
korze czołowej. Ponieważ udało się określić gen, który je kodował,
zablokowano go u nornika z gatubku monogamicznego (procedura jest nazywana
tzw. nokautem genetycznym). Okazało się, że osobnik, u którego nie doszło
do ekspresji mózgowych receptorów oksytocyny, stał się poligamiczny.
Niestety w tej chwili nie potrafię podać odsyłacza do żadnego artykułu,
który opisuje to badanie, ale może ktoś jakiś zna.
Oczywiście oksytocyna jest hormonem peptydowym i nie może przenikać przez
barierę krew-mózg - istnieje oddzielny system neuronów oksytocynowych
wewnątrz mózgowia, odrębny od obwodowego systemu oksytocynowego. Podobnie
jest z wazopresyną. Zresztą nawet aminy katecholowe tworzą w mózgu system
odrębny od obwodowego ze względu na wspomnianą barierę - przykładowo po
wzroście poziomu adrenaliny i noradrenaliny w obwodzie wzrasta również
poziom noradrenaliny w mózgu, ale nie bezpośrednio, tylko za pośrednictwem
receptorów neuronów narządu okołokomorowego znajdującego się w okolicach
wejścia nerwu błędnego do pnia mózgu, które to neurony wysyłają projekcje
do miejsca sinawego, będącego początkiem większości szlaków
noradrenergicznych w mózgu.

[ Dodano: 2006-11-22, 16:38 ] Marek_Pietraszczyk napisał/a:
Ja wkleję link, który wyskoczył jako pierwszy po wpisaniu w google
?neurochemia miłości? oto, co na ten temat napisał Jerzy Silberring
Zespół Neurobiochemii, Wydział Chemii UJ:
http://www.if-pan.krakow....liki/110303.htm Cytat:
------------------------------------------
Za ośrodek miłości i uczuć uważano dotychczas serce. Tymczasem, gdy dwoje
ludzi ulega fascynacji sobą, następuje w ich mózgach prawdziwa eksplozja
neuroprzekaźników takich jak noradrenalina, dopamina i peptydy opioidowe,
powodując przyspieszone bicie serca. To dlatego zakochani doznają uczucia
euforii i "unoszenia się w powietrzu". Powodem jest całkiem nieromantyczna
dawka związków chemicznych, które możemy także znaleźć w czekoladzie, np.
fenyloetyloamina. Jej pochodne jak meskalina i rozpowszechniona w ostatnich
latach ecstasy (metylenodioksymetamfetamina, MDMA), zaliczane są do grupy
substancji halucynogennych. Rozstanie w tym okresie może spowodować
niedobór tych substancji, określany w farmakologii jako abstynencja.
Dotyczyć to może zwłaszcza serotoniny, neuroprzekaźnika powodującego
uczucie zadowolenia, kontrolującego emocje i nastrój. Uczucie niedoboru
neuroprzekaźników w ośrodkowym układzie nerwowym może stanowić bodziec i
zachętę dla naszego organizmu do rozpoczęcia poszukiwań kolejnego partnera.
To z kolei "napędza" produkcję nowej porcji substancji, a osoby ulegające
takim wpływom swojego mózgu nazywamy love junkies, czyli narkomani miłości.
Nie jest to w żadnym wypadku zachowanie monogamiczne, jakim twierdzi, że
chciałby pozostać ród ludzki, bo człowiek z pewnością nie należy do tych
skromnych 3% wszystkich ssaków pozostających z jednym partnerem przez całe
życie. Ostatnie badania na nornicach wskazują, że za zachowania mono- i
poligamiczne odpowiedzialne są dwa neuropeptydy: oksytocyna i wazopresyna,
a istotnym dla zachowań zwierząt jest wzajemna równowaga pomiędzy tymi
związkami. Główny problem polega jednak na tym, że większość prac opiera
się na eksperymentach na szczurach, a przecież szczur, pomimo swojej
niezwykłej inteligencji, to nie człowiek. Za to nasz ród od wieków stosował
przeróżne afrodyzjaki czyli substancje wzmagające popęd seksualny. Nazwa
pochodzi od greckiej patronki miłości - Afrodyty. Medycyna ludowa zna wiele
takich "cudownych środków", niekiedy całkiem skutecznych, jak muszka
hiszpańska, żeń-szeń, trufle, seler czy małże. Jednym z najnowszych
osiągnięć współczesnej farmakologii jest znana wszystkim "niebieska
tabletka" sprzedawana pod nazwą "Viagra". To nie afrodyzjak, ale związek
chemiczny, pomagający w niektórych przypadkach impotencji. Inne związki, w
tym neuropeptydy w formie spray'u do nosa, blokery receptorów
a-adrenergicznych (johimbina) są ostatnio intensywnie testowane. Należy
jednak wyraźnie zaznaczyć, że substancje te wpływają z pewnością na ilość,
ale chyba nie na jakość naszego pożycia. Substancje wytwarzane przez nasz
organizm mogą być wykrywane i mierzone za pomocą finezyjnych technik. Ogół
badań nad masową identyfikacją składników białkowych, w tym neuropeptydów,
nosi nazwę proteomiki i rozwojowi tej dziedziny medycyna zacznie już
niedługo zawdzięczać leki nowej generacji.
------------------------------------------


Niestety, nie jest to tekst udany. Znowu pojawiła się w nim ta nieszczęsna
fenyloetyloamina - zapewne miało chodzić o fenetylaminy jako klasę
związków - i to byłoby słuszne, ponieważ należą do niej substancje takie
jak dopamina, adrenalina, noradrenalina. Tekst miał być tylko zajawką
wykładu popularnonaukowego organizowanego z okazji Tygodnia Mózgu trzy lata
temu. Niemniej jednat tu również są wymieniane wspomniane już norniki. Z
innych informacji, rozproszonych w Internecie, wynika, że sama treść
wykładu była poprawna, tylko ktoś nie najlepiej napisał cytowane
streszczenie.
Ostatnio zmieniony przez Marcin Ciesielski Wczoraj 16:46, w całości
zmieniany 3 razy





Slawomir Wacewicz
Administrator
Posty: 44
Skąd: Toruń Wysłany: Wczoraj 18:40

Cytat:
z tego co wiem oksytocyna działa kurcząco na mięśnie macicy więc jest
odpowiedzialna za poród i częściowo za orgazm.



Głównych neuroprzekaźników jest niewiele, a funkcji do spełnienia jest cała
gama, tak więc większość z nich robi "na parę zmian" i wywołuje różnorakie
efekty.
Prolaktyna też ma mnóstwo efektów (np. sprzyja odkładaniu tłuszczu pod
skórą, a poza tym jest najlepszym środkiem antykoncepcyjnym w skali
świata :) - wstrzymuje owulację).

BBC Radio 4 zrobiło kiedyś serię "Chemicals of the Brain", bardzo fajne
wprowadzenie w temat. Powinno być gdzieś na ich stronach "listen again", a
jeśli nie to jest to dostępne na emułku.

Pozdrawiam

PS: Mam prośbę o niewklejanie zbyt długich cytatów - raczej prosiłbym o
dawanie linka w takich sytuacjach.
_________________
Regulamin forum * * * Uwagi do Forum * * * Dział Multimedia
Ostatnio zmieniony przez Slawomir Wacewicz Wczoraj 18:44, w całości
zmieniany 1 raz





Maria Borkowska
Posty: 9
Skąd: Olsztyn Wysłany: Wczoraj 21:36 Re: Neurochemia a miłość

Marcin Ciesielski napisał/a:

Były kiedyś prowadzone bardzo znane badania nad dwoma gatunkami norników, z
których jeden był monogamiczny, a drugi poligamiczny. U gatunku
monogamicznego zaobserwowano większą koncentrację receptorów oksytocyny w
korze czołowej. Ponieważ udało się określić gen, który je kodował,
zablokowano go u nornika z gatubku monogamicznego (procedura jest nazywana
tzw. nokautem genetycznym). Okazało się, że osobnik, u którego nie doszło
do ekspresji mózgowych receptorów oksytocyny, stał się poligamiczny.
Niestety w tej chwili nie potrafię podać odsyłacza do żadnego artykułu,
który opisuje to badanie, ale może ktoś jakiś zna.



to bardzo ciekawe. mimo to wydaje mi się, że te badania wskazują na rolę
oksytocyny raczej w monogamiczności, niż w "miłości". chyba, że uznamy te
pojęcia za jednoznaczne.
sądzę jednak, że ludzie mają bardziej złożoną emocjonalność niż norniki.
_________________
latarnia Diogenesa
Ostatnio zmieniony przez Maria Borkowska Wczoraj 23:33, w całości zmieniany
1 raz





Leszek Nowaczyk
Administrator


Posty: 29
Skąd: Poznań Wysłany: Wczoraj 23:15

Witam,

Marcinie, gratuluję znakomitego pomysłu na wątek!

Nawiasem mówiąc, kiedy pojawił się wątek związany z inteligencją to bardzo
prędko pojawiły się (słuszne!) nawoływania o zdefiniowanie inteligencji. A
jak to jest z "miłością"?

Pozdrawiam

P.S. nie nawołuję do założenia wątku "Co to jest miłość" ;-) Wystarczy
pewnie doprecyzowanie w tym wątku.





Maria Borkowska


Posty: 9
Skąd: Olsztyn Wysłany: Wczoraj 23:31

Slawomir Wacewicz napisał/a:

Prolaktyna też ma mnóstwo efektów (np. sprzyja odkładaniu tłuszczu pod
skórą, a poza tym jest najlepszym środkiem antykoncepcyjnym w skali
świata :) - wstrzymuje owulację).



faktycznie prolaktyna działa hamująco na owulację, ale nie blokuje jej w
100% przypadków. stąd u homo sapiens sapiens laktacja nie wyklucza
zapłodnienia.
(wybacz mi off-topic ;)
_________________
latarnia Diogenesa
Ostatnio zmieniony przez Slawomir Wacewicz Wczoraj 23:36, w całości
zmieniany 1 raz





Slawomir Wacewicz
Administrator


Posty: 44
Skąd: Toruń Wysłany: Wczoraj 23:40

A właśnie.
Jest tak, bo obecnie karmi się nieregularnie. Podobno u ludów
zbieracko-łowieckich karmi się co 2-3 godziny, także w nocy (!) i wtedy
wpływ prolaktyny jest podobno bardzo skuteczny - na tyle, że jest to główny
czynnik decydujący o ok. 3-4 letnim odstępie między dzieciakami. Taki
odstęp ma ewolucyjnie spore uzasadnienie.
Pozdrawiam i sorry za off-topic
_________________
Regulamin forum * * * Uwagi do Forum * * * Dział Multimedia





Wojciech Solarek
Posty: 3
Skąd: Warszawa Wysłany: Dzisiaj 20:11 Re: Neurochemia a miłość

Marcin Ciesielski napisał/a:
Maria Borkowska napisał/a:
nie spotkałam się jeszcze z badaniami, które potwierdzałyby jej udział
w "miłości" (jak rozumiem emocjonalnej)


Były kiedyś prowadzone bardzo znane badania nad dwoma gatunkami norników, z
których jeden był monogamiczny, a drugi poligamiczny. U gatunku
monogamicznego zaobserwowano większą koncentrację receptorów oksytocyny w
korze czołowej. Ponieważ udało się określić gen, który je kodował,
zablokowano go u nornika z gatubku monogamicznego (procedura jest nazywana
tzw. nokautem genetycznym). Okazało się, że osobnik, u którego nie doszło
do ekspresji mózgowych receptorów oksytocyny, stał się poligamiczny.
Niestety w tej chwili nie potrafię podać odsyłacza do żadnego artykułu,
który opisuje to badanie, ale może ktoś jakiś zna.
...
Niestety, nie jest to tekst udany. Znowu pojawiła się w nim ta nieszczęsna
fenyloetyloamina - zapewne miało chodzić o fenetylaminy jako klasę
związków - i to byłoby słuszne, ponieważ należą do niej substancje takie
jak dopamina, adrenalina, noradrenalina. Tekst miał być tylko zajawką
wykładu popularnonaukowego organizowanego z okazji Tygodnia Mózgu trzy lata
temu. Niemniej jednat tu również są wymieniane wspomniane już norniki. Z
innych informacji, rozproszonych w Internecie, wynika, że sama treść
wykładu była poprawna, tylko ktoś nie najlepiej napisał cytowane
streszczenie.



Witam!
Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, iż wykład ten z okazji Tygodnia Mózgu
był przeprowadzany przez Panią Ewe J. Godzińską, pracownika albo już chyba
kierownika Zakładu Etologii Instytutu Biologii Doświadczalnej im.
M .Nenckiego PAN i był zatytułowany "Neurosocjobiologia". Oto artykuł
przedstawiający ogólne zainteresowania neurosocjobiologii wg. Pani Ewy J.
Godzińskiej, jest w nim również mowa o wspomnianych badaniach nad
nornicami.

Co do roli oksytocyny i wazopresyny to wydaje mi się, iż (albo raczej "chyba
czytałem, iż") hormony te pełnią dużą rolę w przywiązaniu partnerskim a nie
w uniesieniach zakochanych - niezależnie od tego czy mowa o nornicy czy o
człowieku (jeśli u nornicy w ogóle istnieje coś na kształt miłosnego
uniesienia w co wątpię).





Marcin Ciesielski
Posty: 10
Skąd: Kutno
Wysłany: Dzisiaj 21:12 Re: Neurochemia a miłość

Wojciech Solarek napisał/a:
Co do roli oksytocyny i wazopresyny to wydaje mi się, iż (albo raczej "chyba
czytałem, iż") hormony te pełnią dużą rolę w przywiązaniu partnerskim a nie
w uniesieniach zakochanych


Tak - i właśnie dlatego temat dotyczył miłości - w różnych fazach.
Przywiązanie to zapewne conditio sine qua non miłości (traktowanej jako
emocja złożona) - ale nie chciałbym tutaj filozofować ani uprawiać
leksykografii. Samo tzw. pożądanie to na pewno nie miłość - i tutaj
rzeczywiście największą rolę odgrywają dopamina oraz noradrenalina.
Ale uwaga - popęd płciowy u kobiet jest regulowany w znacznym stopniu także
przez jądra podstawno-boczne podwzgórza, zależne od oksytocyny i
luteotropiny, natomiast u mężczyzny - przez wazopresynergiczne neurony
jąder przedwzrokowych podwzgórza. Tłumaczy to w jakimś stopniu większą
potrzebę bliskości, a także cykliczność u kobiet oraz mniej skomplikowane
podejście do płciowości obserwowane u niektórych mężczyzn (wydzielanie
oksytocyny i luteotropiny jest bardziej okresowe i regularne, natomiast
wydzielanie wazopresyny nieregularne i w większym stopniu uwarunkowane
sytuacyjnie).

Jeszcze jedno: prawdopodobne jest, że niedobów oksytocyny u bardzo małych
dzieci może sprzyjać rozwojowi autyzmu - odżywa tutaj stara koncepcja
psychologiczna, wg której u dziecka odtrącanego przez bliskich może
rozwijać się autyzm (bliskość matki sprzyja wydzielaniu oksytocyny u
dziecka).
Duch
2006-11-24 10:29:52 UTC
Permalink
"Duch" <***@net.com> wrote in message news:ek6hf4$qup$***@atlantis.news.tpi.pl...

Taki temat "Milosc to chemia" to piknie brzmi :)
Taka prosta demaskacja tej naszej "tylko milosci"
Banalizacja
Duch
Dawid
2006-11-24 11:21:23 UTC
Permalink
A co w przypadku jesli od 25 lat nikt sie we mnie nie zakochal? Ja tez w nikim
skoro juz uprawiac pop-science to tak zeby ktos na tym skorzystal...
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
elGuapo
2006-11-25 20:13:41 UTC
Permalink
Post by Dawid
A co w przypadku jesli od 25 lat nikt sie we mnie nie zakochal? Ja tez w nikim
skoro juz uprawiac pop-science to tak zeby ktos na tym skorzystal...
Pop-science działa na osobniki, do których jest skierowany, czyli
poziom czytelników plotkarskich pism kobiecych. O taki poziom -
chociażby z racji zaglądnięcia pl.SCI.psychologia Ciebie nie
podejrzewam (pomimo zalewu różnym czasopismo-kobieco kompatybilnym
elementem ostatnio). Nawet placebo przygotować i podać trzeba inaczej
ciemnemu chłopstwu, a inne czary nad nim odczynić, gdy ma podziałać
na 'wykształciucha'.

Pozdrawiam
NeG
Duch
2006-11-28 08:52:41 UTC
Permalink
"elGuapo" <***@vp.pl> wrote in message news:***@j72g2000cwa.googlegroups.com...

"Nawet placebo przygotowaæ i podaæ trzeba inaczej
ciemnemu ch³opstwu, a inne czary nad nim odczyniæ, gdy ma podzia³aæ
na 'wykszta³ciucha'."

hehe, dobre
Duch
Quasi
2006-11-24 11:26:02 UTC
Permalink
A ja mysle ze taka teoria - nawet jesli falszywa -
Wszystko wskazuje na to, ze to nie zadna teoria lecz zwykly, tandetny
pop-naukowy medialny faktoid.

to sie dobrze sprzedaje.
Moze dlatego ze ludzie teraz lubią wiedziec, ze wszysto to co robią
jest zdeterminowane
Mysle, ze jest dokladnie odwrotnie. Ludzie zdecydowanie wola wierzyc we
wszelkiej masci "tajemniczosci". Swiadczy o tym ogromna popularnosc
wszelkiego paranormalniactwa, ezoteryki, pseudonauk (np. astrologii) i
neo-szamanizmu zwanego "medycyna alternatywna" (ktora w USA zarabia
wiecej niz oficjalna medycyna) oraz kult pseudo-pokornego (czyli
antysceptycznego) "otwartego umyslu" (tak otwartego, ze az ulatnia sie z
niego rozum) i wszelkich anty-mainstreamowych teorii konspiracyjnych z
ich "alternatywnymi wyjasnieniami". O religii nie wspominajac...
Wiecej o tym:
[ http://www.wiw.pl/biblioteka/rozplatanie_dawkins/01.asp ]

Ktos kiedys o naszych czasach powiedzial: "Coz to za smutna epoka, gdzie
latwiej rozbija sie atomy niz przesądy"...
"przez atomy", chemię,
Tyle, ze tak wlasnie jest...

Problem w tym, ze w kwestii "milosci" dzialaja inne "atomy" niz to
naukAwi popularyzatorzy z kobiecej prasy brukowo-kolorowej
przedstawiaja. Takie czy inne, ale to jednak "atomy...
i ludzie oczekuja od
naukowcow zeby oni rozumieli co sie dzieje w ludzkim organizmie,
zeby wszystko mialo naukowy wyjasnienie?
Mysle, ze ludzie takiego stanu rzeczy oczekuja jak nowej odmiany
cholery, swiezbu, syfu, zatwardzenia i lupiezu...


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-25 20:00:35 UTC
Permalink
Quasi napisał(a):
(...)
Post by Quasi
Moze dlatego ze ludzie teraz lubią wiedziec, ze wszysto to co robią
jest zdeterminowane
Mysle, ze jest dokladnie odwrotnie. Ludzie zdecydowanie wola wierzyc we
wszelkiej masci "tajemniczosci". Swiadczy o tym ogromna popularnosc
wszelkiego paranormalniactwa, ezoteryki, pseudonauk (np. astrologii) i
neo-szamanizmu zwanego "medycyna alternatywna" (ktora w USA zarabia
wiecej niz oficjalna medycyna) oraz kult pseudo-pokornego (czyli
antysceptycznego) "otwartego umyslu" (tak otwartego, ze az ulatnia sie z
niego rozum) i wszelkich anty-mainstreamowych teorii konspiracyjnych z
ich "alternatywnymi wyjasnieniami". O religii nie wspominajac...
(...)

A gdzie tu niby sprzeczność?
Zdeterminowane znaczy, iż decyduje o tym coś zamiast samego
człowieka - ludzkiej wolnej woli, zaś człowiek jest tylko bezwolnym
wykonawcą decyzji podjętych przez inne siły. Czy będzie to siła
kryształów, czy Bóg, duchy przodków, czy też psychohistoria
wymyślona na potrzeby SF przez Asimova, to tylko wariacje na temat
tego, co można uznać za instancję decyzyjną zamiast człowieka.
Poza tym sądzę, iż raczej autor chciał napisać "wyjaśnione", a
nie "zdeterminowane", ale to tylko domniemanie.


NeG
Quasi
2006-11-25 21:08:27 UTC
Permalink
Post by elGuapo
A gdzie tu niby sprzeczność?
Autor pisal o determinacji przez naukowo wyjasnialna materie. A to jest
sprzeczne z "tajemniczoscia", chocby i "tajemniczosc" tez byla
czynnikiem wszechdeterminujacym...


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-25 21:54:39 UTC
Permalink
Post by Quasi
Post by elGuapo
A gdzie tu niby sprzeczność?
Autor pisal o determinacji przez naukowo wyjasnialna materie. A to jest
sprzeczne z "tajemniczoscia", chocby i "tajemniczosc" tez byla
czynnikiem wszechdeterminujacym...
W takim razie niepoprawnie obciąłeś wypowiedź Ducha pozbawiając
ją odpowiedniego kontekstu: 'jest zdeterminowane' nie mówi nic o tym
czym ma być zdeterminowane,
dopiero 'jest zdeterminowane "przez atomy", chemię, i ludzie oczekuja
od
naukowcow zeby oni rozumieli co sie dzieje w ludzkim organizmie' mówi
o tym, determinację CZYM autor ma na myśli. Skoro zarezonowałeś
już po słowach o determinacji, to wyglądało na to, iż z tezą o
jakiejkolwiek determinacji polemizujesz, a nie z tezą o determinacji
konkretnymi przyczynami.
Wyglądało to jak przerwanie przedmówcy w pół zdania i
polemizowanie z samą tezą o determincji, a nie z tezą o determinacji
czynnikami podanymi w dalszej części wypowiedzi Ducha, której nie
umieściłeś.

A propos samej wypowiedzi Ducha: wydaje mi się, iż ludzie (spora
część populacji) są dość niekoherentni - działają w myśl
zasady Bogu świeczkę i diabłu ogarek: z jednej strony chcą takich
wyjaśnień o których pisze Duch, ale siegają również po po to, o
czym piszesz ty - chcą być zabezpieczeni z obu stron, jak komunista
modlący się asekurancko - "Panie Boże, jeśli istniejesz, to proszę
zbaw moją duszę, o ile ją mam". BTW tutaj również popełniasz
fałszywą dychotomię domniemując, iż ludzie sięgający po
medycynę alternatywną sięgają po nią bo nie wierzą/nie
używają/nie ufają medycynie konwencjonalnej - bynajmniej - ludzie
sięgają i po jedno i po drugie. Ze zrozumieniem tej cechy ludzkiej
natury wydajesz się mieć spore problemy. Domniemuję, iż to wynik
zwykłej projekcji własnych zachowań na innych - TY jesteś
'skończenie' logiczny, więc TY sięgnąłbyś po medycynę
alternatywną dopiero wtedy, gdybyś całkowicie odrzucił medycyną
konwencjonalną, ale większość ludzi nie jest tak bezkompromisowo
algorytmiczna w swoich poczynaniach: poświęci Aspirynke przed
połknięciem, bo 'przecież nie zaszkodzi'. Nie oceniam zjawiska,
tylko je przedstawiam.


NeG
Quasi
2006-11-25 23:00:27 UTC
Permalink
Post by elGuapo
W takim razie niepoprawnie obciąłeś wypowiedź Ducha pozbawiając
ją odpowiedniego kontekstu: (...)
Bo wygodniej mi sie odpowiadalo do konkretnych czesci zdania. A z
kontekstu mojej wypowiedzi jasno wynikalo, ze odnosilem sie do calego
zdania i jego kontekstu.
Post by elGuapo
(...) popełniasz
fałszywą dychotomię domniemując, iż ludzie sięgający po
medycynę alternatywną sięgają po nią bo nie wierzą/nie
używają/nie ufają medycynie konwencjonalnej (...)
Kanalistyczny straw man badz szalencze urojenie. Nic takiego nigdzie nie
twierdziem.

Oczywiscie, ze ludzie generalnie wierza w naukowe wyjasnienia (ale nie
wszyscy; np niektore fanatyczne feministki zaczadzone
postmodernistycznym belkote, nie wierza w istnienie DNA; o
kreacjonistach i roznorakich plaskoziemcach nie wspominajac), a
przynajmniej w te pragmatyczne, na bazie ktorych stworzono technike i
medycyne. Wszak ogladaja telewizje, jezdza samochodami, lataja
samolotami a z bolacym wyrostkiem czy zlamana noga ida do lekarza, nie
do (neo)szamana.
Ich problem polega na tym, ze sa pewni, iz naukowe wyjasnienia to "nie
wszystko" i ze nauka napewno nie moze wyjasnic "wszystkiego". I rzekome
(rzekome, bo niekoniecznie istniejace akurat tam gdzie pospulstwo to
sobie wyobraza) luki w naukowym poznaniu uzupelniaja mysleniem
magicznym, co do ktorego juz analogicznego "sceptycyzmu" nie
przejawiaja, nawet wowczas, gdy naukowe wyjasnienia stoja do nich w
bardzo ostrej sprzecznosci ('jesli fakty przecza moim przekonaniom, to
tym gozej dla faktow').


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-25 23:28:22 UTC
Permalink
Post by Quasi
Post by elGuapo
W takim razie niepoprawnie obciąłeś wypowiedź Ducha pozbawiając
ją odpowiedniego kontekstu: (...)
Bo wygodniej mi sie odpowiadalo do konkretnych czesci zdania. A z
kontekstu mojej wypowiedzi jasno wynikalo, ze odnosilem sie do calego
zdania i jego kontekstu.
Post by elGuapo
(...) popełniasz
fałszywą dychotomię domniemując, iż ludzie sięgający po
medycynę alternatywną sięgają po nią bo nie wierzą/nie
używają/nie ufają medycynie konwencjonalnej (...)
Kanalistyczny straw man badz szalencze urojenie. Nic takiego nigdzie nie
twierdziem.
Oczywiscie, ze ludzie generalnie wierza w naukowe wyjasnienia (ale nie
wszyscy; np niektore fanatyczne feministki zaczadzone
postmodernistycznym belkote, nie wierza w istnienie DNA; o
kreacjonistach i roznorakich plaskoziemcach nie wspominajac), a
przynajmniej w te pragmatyczne, na bazie ktorych stworzono technike i
medycyne. Wszak ogladaja telewizje, jezdza samochodami, lataja
samolotami a z bolacym wyrostkiem czy zlamana noga ida do lekarza, nie
do (neo)szamana.
Ale z twoich słów zupełnie inny obraz się wyłania. Uderza histeria
bijąca wobec wszystkiego nielogicznego, co ludzie robią: połknięcie
Aspirynki OK, ale przeżeganie się nią jest już tak obrzydliwe, że
aż strach, trzeba by takich pewnie do przymusowej reedukacji posłać
do Nauk-Łagra, albo fizycznie eliminować, bo to straszliwa zaraza dla
idealnie 'naukowego' społeczeństwa. Do nawet najdrobniejszych i
najniewienniejszych zachowań 'nienaukowych' przejawiasz iście
bolszewickie obrzydzenie.
Post by Quasi
Ich problem polega na tym, ze sa pewni, iz naukowe wyjasnienia to "nie
wszystko"
Skąd domniemanie że są pewni? Ja bym raczej stwierdził, iż nie
wykluczają.
Nie każdy kto wierzy w Boga jest od razu fanatykiem - tych jest akurat
pewnie tyle samo procentowo, co fanatyków wedkarstwa, sexu
(sexoholików?), czy czegokolwiek innego - krzywa rozkładu normalnego
Gaussa się kłania.
Post by Quasi
i ze nauka napewno nie moze wyjasnic "wszystkiego".
A wyjaśni czy istnieje życie po śmierci?
Post by Quasi
I rzekome
(rzekome, bo niekoniecznie istniejace akurat tam gdzie pospulstwo to
sobie wyobraza) luki w naukowym poznaniu uzupelniaja mysleniem
magicznym,
IMHO baaaaardzo demonizujesz. Ludzie dość łatwo przyswajają
wyjaśnienia naukowe i myślenie magiczne przejawiają głównie we
właściwym dla myślenia magicznego miejscach - w pytaniach na które
nauka nie odpowie, bo wogóle się w te rejony nie zapuszcza (a jeśli
się zapuszcza, to ze szkodą dla samej siebie, bo z natury rzeczy na
owe tereny zapuszczać się nie powinna, a to ponieważ zapuszczając
sie w nie potworki pseudoracjonalne tworzy): życie po śmierci, sens
życia, stworzenie (wszech)świata etc.
Post by Quasi
co do ktorego juz analogicznego "sceptycyzmu" nie
przejawiaja, nawet wowczas, gdy naukowe wyjasnienia stoja do nich w
bardzo ostrej sprzecznosci ('jesli fakty przecza moim przekonaniom, to
tym gozej dla faktow').
Stanowczo za rzadko tak się dzieje, aby dzwonić na alarm, IMHO.


NeG
elGuapo
2006-11-25 23:44:54 UTC
Permalink
(...)
Post by elGuapo
Post by Quasi
Ich problem polega na tym, ze sa pewni, iz naukowe wyjasnienia to "nie
wszystko"
Skąd domniemanie że są pewni? Ja bym raczej stwierdził, iż nie
wykluczają.
Nie każdy kto wierzy w Boga jest od razu fanatykiem - tych jest akurat
pewnie tyle samo procentowo, co fanatyków wedkarstwa, sexu
(sexoholików?), czy czegokolwiek innego - krzywa rozkładu normalnego
Gaussa się kłania.
(...)

Znów fałszywa dychotmia się z tego wyłania: albo się nie wierzy
wogóle, albo jest się od razu fanatykiem - znów czerń i biel, a
gdzie odcienie szarości?
Pomiędzy "jestem pewny, że X", a "jestem pewny, że ~X" jest mnóstwo
stopni pośrednich.

NeG
elGuapo
2006-11-26 00:05:32 UTC
Permalink
(..)
'Uderz w stół':
http://tinyurl.com/y5wb4j

NeG
Quasi
2006-11-26 01:24:12 UTC
Permalink
Post by elGuapo
http://tinyurl.com/y5wb4j
Proponuje raczej w czolko...

Glupota promieniuje z tego tekstu, jak swiatlosc z supernovej (ale dal
skorwinsynstwa to chyba typowe...)...
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-26 11:56:13 UTC
Permalink
Post by Quasi
Post by elGuapo
http://tinyurl.com/y5wb4j
Proponuje raczej w czolko...
Glupota promieniuje z tego tekstu, jak swiatlosc z supernovej (ale dal
skorwinsynstwa to chyba typowe...)...
Głupota promienuje od ciebie, skoro nie rozróżniasz myślenia
magicznego ograniczającego się do dziedziny przynależnej myśleniu
magicznemu, do myślenia magicznego 'włażącego w szkodę', czyli w
dziedzinę przynależną nauce. Typowe dla oszołomstwa.

NeG
bazyli4
2006-11-27 22:15:48 UTC
Permalink
Post by Quasi
Glupota promieniuje z tego tekstu, jak swiatlosc z supernovej (ale dal
skorwinsynstwa to chyba typowe...)...
A weźże się juz nie kompromituj... nie wylewaj dziecka z kąpielą, bo wanna
bez wody ciężka jest...

Pzdr
Paweł
Quasi
2006-11-26 01:10:13 UTC
Permalink
Znow majaczysz szalencze, lub kretaczysz - kanalio. Fanatyk to nie to
samo co "pewny tego, w co wierzy" (kazdy wierzacy musi byc pewny, z
definicji). Pseudo-wierzacy "przypuszczacz/niewykluczacz" to nie to samo
co wierzacy.
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-26 12:01:42 UTC
Permalink
Post by Quasi
Znow majaczysz szalencze, lub kretaczysz - kanalio. Fanatyk to nie to
samo co "pewny tego, w co wierzy" (kazdy wierzacy musi byc pewny, z
definicji). Pseudo-wierzacy "przypuszczacz/niewykluczacz" to nie to samo
co wierzacy.
1) Pewność to brak wątpliwości, ludzie z różną intensywnością
są przekonani o istnieniu Boga. Intensywność ta w populacji podlega
rozkładowi Gaussa.
2) Pewność emocjonalna/umysłowa/psychiczna nie rózni sie specjalnie
niczym od niepewności, dopóty dopóki się na konkretne czyny nie
przekłada. Obrzydzenie do czyichś myśli, nawet jeśli tylko do
myśli się ów ktoś ogranicza, wionie smrodem totalitaryzmu. Lewactwo
mentalne.


NeG
Przemys³aw Dêbski
2006-11-26 12:40:11 UTC
Permalink
1) Pewno¶æ to brak w±tpliwo¶ci, ludzie z ró¿n± intensywno¶ci±
s± przekonani o istnieniu Boga. Intensywno¶æ ta w populacji podlega
rozk³adowi Gaussa.
Šmiem w±tpiæ. Przekonanie o istnieniu boga jest wynikiem dzia³ania jakiego¶
mechanizmu psychicznego, a wiêc jako takie nie mo¿e byæ zjawiskiem losowym.
Zreszt± na logikê - je¶li by³oby tak jak twierdzisz, to populacja fanatyków
powinna byæ porównywalna z populacj± ca³kowicie niewierz±cych - co jak s±dzê
w przyrodzie nie wystêpuje :)

Na post po zbóju zaprosi³
P.D.
elGuapo
2006-11-26 12:46:15 UTC
Permalink
Post by elGuapo
1) Pewność to brak wątpliwości, ludzie z różną intensywnością
są przekonani o istnieniu Boga. Intensywność ta w populacji podlega
rozkładowi Gaussa.
Śmiem wątpić. Przekonanie o istnieniu boga jest wynikiem działania jakiegoś
mechanizmu psychicznego, a więc jako takie nie może być zjawiskiem losowym.
Co nie przeczy temu, iż rozkład intensywności cechy podlega krzywej
rozkładu normalnego Gaussa, jak każdej cechy.
Zresztą na logikę - jeśli byłoby tak jak twierdzisz, to populacja fanatyków
powinna być porównywalna z populacją całkowicie niewierzących - co jak sądzę
w przyrodzie nie występuje :)
A mi się wydaje, iz owszem. Tylko, że zamiast fanatyków powinieneś
rozważyć ... świętych.

Pozdrawiam
NeG
Przemys³aw Dêbski
2006-11-26 14:09:56 UTC
Permalink
Post by Przemys³aw Dêbski
Šmiem w±tpiæ. Przekonanie o istnieniu boga jest wynikiem dzia³ania jakiego¶
mechanizmu psychicznego, a wiêc jako takie nie mo¿e byæ zjawiskiem losowym.
Co nie przeczy temu, i¿ rozk³ad intensywno¶ci cechy podlega krzywej
rozk³adu normalnego Gaussa, jak ka¿dej cechy.
Pierwsze s³yszê, ¿e rozk³ad ka¿dej cechy podlega krzywej Gaussa. Prosty
przyk³ad - niech cech± bêdzie ilo¶c strzelonych bramek na mistrzostwach
¶wiata przez jednostkê wziêt± z populacji wszystkich pi³karzy bior±cych
udzia³ w tej imprezie kiedykolwiek. Widzisz tu gdzie¶ rozk³ad Gaussa ?
Post by Przemys³aw Dêbski
Zreszt± na logikê - je¶li by³oby tak jak twierdzisz, to populacja fanatyków
powinna byæ porównywalna z populacj± ca³kowicie niewierz±cych - co jak s±dzê
w przyrodzie nie wystêpuje :)
A mi siê wydaje, iz owszem. Tylko, ¿e zamiast fanatyków powiniene¶
rozwa¿yæ ... ¶wiêtych.
Ok - niech bêd± ¶wiêci zamiast fanatyków. Ilu ich by³o na przestrzeni wieków
? 100, 1000, 10000 ? Nie wiecej. My¶lê ¿e tych ca³kiem niewierz±cych, na
przestrzeni tych samych wieków by³o o wiele wiêcej.

Na post po zbóju zaprosi³
P.D.
elGuapo
2006-11-26 18:49:58 UTC
Permalink
Post by elGuapo
Śmiem wątpić. Przekonanie o istnieniu boga jest wynikiem działania jakiegoś
mechanizmu psychicznego, a więc jako takie nie może być zjawiskiem losowym.
Co nie przeczy temu, iż rozkład intensywności cechy podlega krzywej
rozkładu normalnego Gaussa, jak każdej cechy.
Pierwsze słyszę, że rozkład każdej cechy podlega krzywej Gaussa. Prosty
przykład - niech cechą będzie ilośc strzelonych bramek na mistrzostwach
świata przez jednostkę wziętą z populacji wszystkich piłkarzy biorących
udział w tej imprezie kiedykolwiek. Widzisz tu gdzieś rozkład Gaussa ?
A nie sądzisz, że to tylko kwestia zbyt małej próbki?
Na podstawie wykonania 1 rzutu monetą, w którym wypadnie reszka też
próbowałbyś wywodzić wniosek, iż reszka wypada w każdym rzucie
monetą?
Post by elGuapo
Zresztą na logikę - jeśli byłoby tak jak twierdzisz, to populacja fanatyków
powinna być porównywalna z populacją całkowicie niewierzących - co jak sądzę
w przyrodzie nie występuje :)
A mi się wydaje, iz owszem. Tylko, że zamiast fanatyków powinieneś
rozważyć ... świętych.
Ok - niech będą święci zamiast fanatyków. Ilu ich było na przestrzeni wieków
? 100, 1000, 10000 ? Nie wiecej. Myślę że tych całkiem niewierzących, na
przestrzeni tych samych wieków było o wiele więcej.
W okopach nie ma ateistów. Nie sądzisz, że niepraktykowanie wiary z
lenistwa nie jest jeszcze tym samym, co rzeczywiście absolutna
niewiara (która z kolei nie jest tym samym, co fanatyczna nienawiść
do wiary). Zobacz ilu - rzekomych 'sceptyków' - gdy poczuje
rzeczywiste zagrożenie leci po pomoc do księdza, albo do znachora.
Słowa i deklaracje kosztują niewiele...


Pozdrawiam
NeG
Quasi
2006-11-26 22:07:26 UTC
Permalink
Post by elGuapo
A nie sądzisz, że to tylko kwestia zbyt małej próbki?
Na podstawie wykonania 1 rzutu monetą,
Gdy bedziesz mial asymetryczna monete [tj. gdy P(orla) =/= P(reszki)]
juz nie dostaniesz rozkladu noramlnego. Tak naprawde w przyrodzie rzadko
ktory rozklad jest idealnie normalny (tj. nieskosny, niewielomodalny).

pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-26 22:21:30 UTC
Permalink
Post by Quasi
Post by elGuapo
A nie sądzisz, że to tylko kwestia zbyt małej próbki?
Na podstawie wykonania 1 rzutu monetą,
Gdy bedziesz mial asymetryczna monete [tj. gdy P(orla) =/= P(reszki)]
juz nie dostaniesz rozkladu noramlnego. Tak naprawde w przyrodzie rzadko
ktory rozklad jest idealnie normalny (tj. nieskosny, niewielomodalny).
Podobnie, jak z PD - uściślijmy zanim zabrniemy zbyt daleko: nie
upieram się, iż jest to NA PEWNO i KONKRETNIE rozkład Gaussa, tylko
domniemuję, iż wiara w przypadku pozostawania cechą z której ani
się nie wynosi korzyści, ani nie cierpi szykan, rozwija się tak, jak
każda inna cecha zapewne. Stosunkowo mały 'wierzchołek' ludzi o
dużym jej natężeniu, 'zbocze' rozkładu, które zawiera
przytłaczającą większość osobników wykazujących tę cechę w
ilościach 'średnich' oraz znów dość 'nieliczna płycizna' tych,
którzy cechę wykazują w stopniu znikomym.
Ewentualnie poprawkę należy brać na próbke wyłącznie tych,
którzy do cechy 'wiary' wogóle się przyznają - wykres inteligencji
na populacji nie samych homo sapiens, a wszystkich zwierząt
spowodowałby przeogromny rozrost 'płycizny' *) i skurczenie 'zbocza'
i 'wierzchołka' (które dotyczyłyby jedynie homo sapiens) do
lokalnego malutkiego 'piknięcia'.
*) jakby tak 'demokratycznie', czyli wyłącznie 'na sztuki'
porównywać inteligencję milionów owadów, a może i bakterii z
inteligencją HS - czisło jest czisło.


NeG
elGuapo
2006-11-26 18:57:15 UTC
Permalink
Post by elGuapo
1) Pewność to brak wątpliwości, ludzie z różną intensywnością
są przekonani o istnieniu Boga. Intensywność ta w populacji podlega
rozkładowi Gaussa.
Śmiem wątpić. Przekonanie o istnieniu boga jest wynikiem działania jakiegoś
mechanizmu psychicznego, a więc jako takie nie może być zjawiskiem losowym.
Uściślę, zanim zabrniemy zbyt daleko: nie widzę wynikania.
Dlaczegóż to rozkład intensywności cechy będącej wynikiem
działania mechanizmu psychicznego nie może być losowy - zgodny z
krzywą Gaussa? Inteligencja, zdolności muzyczne, zdolność do
przyswajania języków obcych, dobra/kiepska pamięć, skłonność do
wzruszeń, 'emocjonalność' - wszystko to jest wynikiem działania
mechanizmów psychicznych, a przecież natężenie tych cech wydaje
się podlegać rozkładowi Gaussa.

(...)

Pozdrawiam
NeG
Przemys³aw Dêbski
2006-11-26 21:52:01 UTC
Permalink
U¶ci¶lê, zanim zabrniemy zbyt daleko: nie widzê wynikania.
Dlaczegó¿ to rozk³ad intensywno¶ci cechy bêd±cej wynikiem
dzia³ania mechanizmu psychicznego nie mo¿e byæ losowy - zgodny z
krzyw± Gaussa? Inteligencja, zdolno¶ci muzyczne, zdolno¶æ do
przyswajania jêzyków obcych, dobra/kiepska pamiêæ, sk³onno¶æ do
wzruszeñ, 'emocjonalno¶æ' - wszystko to jest wynikiem dzia³ania
mechanizmów psychicznych, a przecie¿ natê¿enie tych cech wydaje
siê podlegaæ rozk³adowi Gaussa.
Rozk³ad liczno¶ci populacji ze wzglêdu na jak±¶ cechê, jest jedn± z miar
która oddaje charakter obserwowanego zjawiska. W szczególno¶ci, je¶li nie
posiadasz wiedzy, czy zjawisko które w³a¶nie obserwujesz jest zjawiskiem
czystolosowym czy tez mo¿e "w tym szaleñstwie jest metoda" - mo¿esz
rozstrzygn±c to w³asnie na podstawie rozk³adu. Mo¿na przeprowadziæ sobie
taki eksperyment, w którym bêdziesz losowa³ sobie jakies liczby a równolegle
bêdziesz wybiera³ liczby wg. jakiego¶ klucza. Przeprowadzasz sobie np. 10
takich losowanio-wybierañ. I teraz robisz tak: ka¿dej liczbie przypisujesz
ile razy zosta³a wylosowana. Ka¿dej liczbie przypisujesz ile razy zosta³a
wybrana. Robisz sobie wykresik osobno dla losowañ i osobno dla wybierañ
który przedstawia liczno¶ci w poszczególnych kategoriach (na odciêtych jest
"ile razy wylosowana/wybrana" a na rzednych liczno¶æ w tej kategorii). Na
wykresiku odpowiadaj±cym losowaniu, bêdziesz mia³ co¶ co bardzo przypomina
krzyw± Gaussa (im wiêksza próbka, tym bardziej bêdzie przypominaæ), na
wykresiku od wybierania wg. klucza bêdziesz mia³ co¶ co jest niepodobne do
¿adnego ze znanych rozk³adów (a zwiêkszanie próbki nie bêdzie do ¿adnego
przybli¿aæ). Mo¿na powiedzieæ, ¿e krzywa, która wyjdzie ci w ka¿dym z
przypadków charakteryzuje problem.

Je¶li przyk³ad z losowaniami nie trafia to weŒmy inny. Zastanów siê dlaczego
wykres liczno¶ci populacji w danym wieku ni chuja nie przypomina rozk³adu
normalnego. Podpowiem wy¿e i ni¿e demograficzne to nie s± zjawiska losowe -
one z czego¶ wynikaj±. Tak samo jest z wiar±, niewiar± i innymi
zdolno¶ciami. To, ¿e np. talent muzyczny nie ka¿dy posiada, jedni posiadaj±
go wiêcej inni mniej - wcale nie oznacza i¿ jego natê¿enie jest zjawiskiem
losowym. Najlepiej to zweryfikowaæ maluj±c sobie w³a¶nie adekwatny
rozk³adzik. Jesli nie wyjdzie jaki¶ znany z kategorii "rozk³ad zmiennej
losowej", to w³asnie stwierdzili¶my i¿ "w tym szaleñstwiejest metoda" -
problem w tym, ¿e nie wiemy jaka dok³adnie.

Powiedz mi, na jakiej podstawie zak³adasz, i¿ natê¿enie wiary (hehe) podlega
jakiemukolwiek rozk³adowi statystycznemu (ju¿ nawet nie mówiê ¿e ma byæ
Gaussa) ?

Na post po zbóju zaprosi³
P.D.
elGuapo
2006-11-26 22:08:22 UTC
Permalink
(...)

Wydaje mi się, iż wiem, co masz na myśli, ale w dalszym ciągu nie
widzę związku.
Oczywiście, iż np. dyktator lubujący się w muzyce i zmuszający
swoich poddanych do praktykowania ćwiczeń gry na instrumentach
osiągnąłby zapewne lokalne skupisko ludzi lepiej grających na
instumentach, niż przeciętna, co błędnie możnaby odczytać jako
lokalne skupisko ludzi bardziej muzycznie uzdolnionych, podczas gdy
byłby to wynik 'zaburzenia' naturalnego rozkładu zdolności
muzycznych. Tylko co to niby mówi o 'naturalnym' rozkładzie
zdolności muzycznych w populacji ludzkiej? W socjalizmie nie rodzi
się więcej cwaniaków, niż w kapitalizmie, a jest ich więcej
dlatego, iż bardziej się opłaca być cwaniakiem.


Pozdrawiam
NeG
Przemys³aw Dêbski
2006-11-26 22:17:50 UTC
Permalink
Wydaje mi siê, i¿ wiem, co masz na my¶li, ale w dalszym ci±gu nie
widzê zwi±zku.
Oczywi¶cie, i¿ np. dyktator lubuj±cy siê w muzyce i zmuszaj±cy
swoich poddanych do praktykowania æwiczeñ gry na instrumentach
osi±gn±³by zapewne lokalne skupisko ludzi lepiej graj±cych na
instumentach, ni¿ przeciêtna, co b³êdnie mo¿naby odczytaæ jako
lokalne skupisko ludzi bardziej muzycznie uzdolnionych, podczas gdy
by³by to wynik 'zaburzenia' naturalnego rozk³adu zdolno¶ci
muzycznych. Tylko co to niby mówi o 'naturalnym' rozk³adzie
zdolno¶ci muzycznych w populacji ludzkiej? W socjalizmie nie rodzi
siê wiêcej cwaniaków, ni¿ w kapitalizmie, a jest ich wiêcej
dlatego, i¿ bardziej siê op³aca byæ cwaniakiem.
Chodzi w³a¶nie o to, ¿e matka natura jest owym dyktatorem zmuszaj±cym do gry
na instrumentach.

Na post po zbóju zaprosi³
P.D.
elGuapo
2006-11-26 22:23:21 UTC
Permalink
(...)
Chodzi właśnie o to, że matka natura jest owym dyktatorem zmuszającym do gry
na instrumentach.
Owszem, no i?


Pozdrawiam
NeG
Quasi
2006-11-26 01:05:52 UTC
Permalink
Post by elGuapo
Post by Quasi
Oczywiscie, ze ludzie generalnie wierza w naukowe wyjasnienia (ale nie
wszyscy; np niektore fanatyczne feministki zaczadzone
postmodernistycznym belkote, nie wierza w istnienie DNA; o
kreacjonistach i roznorakich plaskoziemcach nie wspominajac), a
przynajmniej w te pragmatyczne, na bazie ktorych stworzono technike i
medycyne. Wszak ogladaja telewizje, jezdza samochodami, lataja
samolotami a z bolacym wyrostkiem czy zlamana noga ida do lekarza, nie
do (neo)szamana.
Ale z twoich słów zupełnie inny obraz się wyłania.
Wylania sie, ale tylko w Twoich szalenczych urojeniach (badz umyslnych
misinterpretacjach/przeinaczeniach kanalii, nie wnikam)...
Post by elGuapo
Uderza histeria
Nie histeria. Obrzydzenie (do granic odruchu wymiotnego), pogarda (do
granic parskniecia pustym smiechem i spluniecia w durny pysk) i irytacja
(do granic spoliczkowania takiej intelektualnej kurwy).
Post by elGuapo
połknięcie
Aspirynki OK, ale przeżeganie się nią jest już tak obrzydliwe,
Tak.
Post by elGuapo
że
aż strach, trzeba by takich pewnie do przymusowej reedukacji posłać
Eee tam - rzezbienie w gownie, a w gownie to i Salomon nie wyrzezbi...
Post by elGuapo
do Nauk-Łagra, albo fizycznie eliminować,
Lzesz, kanalio. Nigdy nic takiego nie sugerowalem. W odroznieniu od
Ciebie, nawiedzony maniaku, ja nie zajmuje sie receptami na
"poprawianie" swiata. Potrafisz wbic sobie do lba, ze nie wszyscy
cierpia na polityczno-mesjanistyczne zboczenie?
Post by elGuapo
bo to straszliwa zaraza
Owszem, zaraza. Zaraza memetyczna.
Post by elGuapo
dla
idealnie 'naukowego' społeczeństwa.
Takowe nie istnieje i nigdy nie istnialo.
Post by elGuapo
Do nawet najdrobniejszych i
najniewienniejszych zachowań 'nienaukowych' przejawiasz iście
bolszewickie obrzydzenie.
Przejawiam obrzydzenie. A czy "bolszewickie", to cholera wie - nie mam
pojecia coz to takiego, ten Twoj neologizm "bolszewickie obrzydzenie".
Niewatpliwie jest to pogarda nie mniejsza, niz ta ktora Ty
(bolszewicko?) czujesz do "lewakow".
Post by elGuapo
Post by Quasi
Ich problem polega na tym, ze sa pewni, iz naukowe wyjasnienia to "nie
wszystko"
Skąd domniemanie że są pewni?
Z definicji wiary ("wiara: stan umyslu polegajacy na uznawaniu czegos,
obojetnie czego, za pewnik, przy braku potwierdzajacych to cos dowodow a
nawet wbrew dowodom"). Z intuicji, opartej na znajomosci literatury
paranormalniaczej (pare ksiazek na ten temat przeczytalem, chociazby -
ponoc swego czasu "kultowa" - Picknett Lynn "Encyklopedia zjawisk
paranormalnych") i milosnikow tej tematyki. No i oczywiscie ze
znajomosci zasad religii/fideizmu oraz samych religiantow/fideistow. Bo
i paranormalnictwo i teoriospiskowosc i alternatywnomedycznosc i
ufofilia i pseudonaukowsc i religianctwo to jeden i ten sam
intelektualny syf: zyczeniowo-magiczny irracjonalizm.
Post by elGuapo
Ja bym raczej stwierdził, iż nie
wykluczają.
Jestem przekonany, ze podobna asekuracyjnoscia odznacza sie zdecydowana
mniejszosc plebsu (ktory jest z natury bezrefleksyjny i sie w ogole nad
takimi rzeczami nie zastanawia; "zrozpaczone masy, ktore nie widza dalej
niz kawal kielbasy"...). A jesli nawet podobne slogany oficjalnie
deklaruja, to w praktyce i tak nic z tego nie wynika.
Post by elGuapo
Nie każdy kto wierzy w Boga jest od razu fanatykiem -
Tego nie powiedzialem. Nie mniej jednak roznica miedzy wierzacym a
wierzacym-fanatykiem jest glownie ilosciowa. I obu mam za bydleta...
Post by elGuapo
krzywa rozkładu normalnego
Gaussa się kłania.
Z pewnoscia natezenie wiary ma rozklad jakos tam podobny do normalnego.
Niestety, ze srednia glaboko w irracjonalnym szambie...
Post by elGuapo
Post by Quasi
i ze nauka napewno nie moze wyjasnic "wszystkiego".
A wyjaśni czy istnieje życie po śmierci?
Nie, podobnie jak nie wyjasni czy "te siewki to sa co?" lub "kwakosc
nrwa wkły?"... Dla nauki takie "pytania" to belkot, nie pytania.
Post by elGuapo
Post by Quasi
I rzekome
(rzekome, bo niekoniecznie istniejace akurat tam gdzie pospulstwo to
sobie wyobraza) luki w naukowym poznaniu uzupelniaja mysleniem
magicznym,
IMHO baaaaardzo demonizujesz. Ludzie dość łatwo przyswajają
wyjaśnienia naukowe i myślenie magiczne przejawiają głównie we
właściwym dla myślenia magicznego miejscach - w pytaniach na które
nauka nie odpowie, bo wogóle się w te rejony nie zapuszcza
Nauka ma scisle wydzielony rewir i sposob dzialania i nie zapuszcza sie
np. na tereny filozoficzno-epistemologiczego dumania* czy czczych
fantazji (typu Bog, zycie po smierci itp.).

* - np.:
[ http://en.wikipedia.org/wiki/Skeptical_hypothesis ]
[ http://en.wikipedia.org/wiki/Solipsism ]

Problem w tym, ze gawiedz masowo zapuszcza swe magiczne fantazje na
tereny okupowane przez nauke. I tylko to jest obrzydliwe. Zawieszone w
prozni fantazje sa co najwyzej smieszne i zalosne.
Post by elGuapo
(a jeśli
się zapuszcza,
Ale sie nie zapuszcza.
Post by elGuapo
to ze szkodą dla samej siebie, bo z natury rzeczy na
owe tereny zapuszczać się nie powinna, a to ponieważ zapuszczając
Skoro nauka nie tyka tego nawet patykiem, to powyzsze zdanie jest czczym
majakiem.
Post by elGuapo
życie po śmierci, sens
życia, stworzenie (wszech)świata etc.
Czyli (dal nauki) belkot.
Post by elGuapo
Post by Quasi
co do ktorego juz analogicznego "sceptycyzmu" nie
przejawiaja, nawet wowczas, gdy naukowe wyjasnienia stoja do nich w
bardzo ostrej sprzecznosci ('jesli fakty przecza moim przekonaniom, to
tym gozej dla faktow').
Stanowczo za rzadko tak się dzieje,
Straszliwie rzadko tak sie NIE dzieje.
Post by elGuapo
aby dzwonić na alarm,
Nie "dzwonie na alarm". Po prostu recenzuje rzeczywistosc.


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-26 11:53:13 UTC
Permalink
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Oczywiscie, ze ludzie generalnie wierza w naukowe wyjasnienia (ale nie
wszyscy; np niektore fanatyczne feministki zaczadzone
postmodernistycznym belkote, nie wierza w istnienie DNA; o
kreacjonistach i roznorakich plaskoziemcach nie wspominajac), a
przynajmniej w te pragmatyczne, na bazie ktorych stworzono technike i
medycyne. Wszak ogladaja telewizje, jezdza samochodami, lataja
samolotami a z bolacym wyrostkiem czy zlamana noga ida do lekarza, nie
do (neo)szamana.
Ale z twoich słów zupełnie inny obraz się wyłania.
Wylania sie, ale tylko w Twoich szalenczych urojeniach (badz umyslnych
misinterpretacjach/przeinaczeniach kanalii, nie wnikam)...
W interpretacjach normalnego psychicznie człowieka, którym nie
jesteś.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Uderza histeria
Nie histeria. Obrzydzenie (do granic odruchu wymiotnego), pogarda (do
granic parskniecia pustym smiechem i spluniecia w durny pysk) i irytacja
(do granic spoliczkowania takiej intelektualnej kurwy).
Wot i bolszewizm. Trocki, czy Lenin nie powstydziliby się takich
słów.
Post by Quasi
Post by elGuapo
połknięcie
Aspirynki OK, ale przeżeganie się nią jest już tak obrzydliwe,
Tak.
Ponieważ? Jakież to straszliwe zagrożenia ze sobą niesie? I nie
pieprz mi tu o tym, iż myślenie magiczne może wogóle wyprzeć
myślenie racjonalne, bo ustaliliśmy już, że jak w każdym
przypadku, tak i tutaj krzywa rozkładu normalnego działa, a ty z
furią nie rzucasz się dopiero na ekstremalne przykłady wypierania
myślenia racjonalnego przez myślenie magiczne, ale na jakiekolwiek
najlżejszy ślad myślenia magicznego - nawet jeśli jego konsekwencje
są znikomiuteńkie i nawet jeśli owo myślenie magiczne ogranicza
się do dziedziny, która nie ma styczności z dziedziną należacą (i
słusznie!) do nauki.
Post by Quasi
Post by elGuapo
że
aż strach, trzeba by takich pewnie do przymusowej reedukacji posłać
Eee tam - rzezbienie w gownie, a w gownie to i Salomon nie wyrzezbi...
Post by elGuapo
do Nauk-Łagra, albo fizycznie eliminować,
Lzesz, kanalio. Nigdy nic takiego nie sugerowalem. W odroznieniu od
Ciebie, nawiedzony maniaku, ja nie zajmuje sie receptami na
"poprawianie" swiata. Potrafisz wbic sobie do lba, ze nie wszyscy
cierpia na polityczno-mesjanistyczne zboczenie?
Nie masz potrzeby politycznego zabierania głosu, ale przy każdej
nadarzającej sie okazji z lubością dokopujesz 'prawiczkom'? To coś
z gatunku 'nie obchodzi mnie to, ale mnie wnerwia'? Widzę tu
rozbieżność deklaracji z czynami.
Post by Quasi
Post by elGuapo
bo to straszliwa zaraza
Owszem, zaraza. Zaraza memetyczna.
Która jakimiż to straszliwymi konsekwencjami niby ludzkości
zagraża?
Post by Quasi
Post by elGuapo
dla
idealnie 'naukowego' społeczeństwa.
Takowe nie istnieje i nigdy nie istnialo.
Co nie znaczy, że nie marzyłoby sie podobnym tobie oszołomom.
Pytanie jak daleko są oni w stanie posunąć się w realizacji swoich
utopijnych wizji.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Do nawet najdrobniejszych i
najniewienniejszych zachowań 'nienaukowych' przejawiasz iście
bolszewickie obrzydzenie.
Przejawiam obrzydzenie. A czy "bolszewickie", to cholera wie - nie mam
pojecia coz to takiego, ten Twoj neologizm "bolszewickie obrzydzenie".
Niewatpliwie jest to pogarda nie mniejsza, niz ta ktora Ty
(bolszewicko?) czujesz do "lewakow".
Określenia 'bolszewickie' dość czytelnie funkcjonuje w kulturze na
opisanie pewnej neofitycznej gorliwości oraz preferowanymi środkami w
dawaniu jej upustu, z których to środków bije chęć używania wobec
opornych przemocy, a w przypadku nieugiętego oporu - do fizycznej
eliminacji ich.
Używany przez ciebie język jak najbardziej bolszewickie inklinacje
zdradza na czele z odebraniem oponentom atrybutu człowieczeństwa
('Żydzi wszy, tyfus plamisty, 'Wrogów ludu trzeba tępić bez
litości, jak wszy' korelują ze wspomnianymi przez ciebie bydlętami
powyżej).
Bodajże, iż Grunberger w 'Historii społecznej III Rzeszy'
rozpracował ten temat szczegółowiej.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Ich problem polega na tym, ze sa pewni, iz naukowe wyjasnienia to "nie
wszystko"
Skąd domniemanie że są pewni?
Z definicji wiary ("wiara: stan umyslu polegajacy na uznawaniu czegos,
obojetnie czego, za pewnik, przy braku potwierdzajacych to cos dowodow a
nawet wbrew dowodom").
Pewność nieprzekładająca się na czyny nie różni się niczym od
niepewności.
Co jest złego w pewności istnienia Boga, jeśli nie skutkuje ona
żadnymi fizycznymi konsekwencjami - jesli osoba pewna Jego istnienia
wciąż z zepsutym samochodem udaje się do mechanika, zamist modlić
się do Stwórcy o naprawę wehikułu?
Post by Quasi
Z intuicji,
Z asper-intuicji, która z intuicjami normalnego człowieka ma tyle
wspólnego, co krzesło z krzesłem elektrycznym.
Post by Quasi
opartej na znajomosci literatury
paranormalniaczej (pare ksiazek na ten temat przeczytalem, chociazby -
ponoc swego czasu "kultowa" - Picknett Lynn "Encyklopedia zjawisk
paranormalnych") i milosnikow tej tematyki. No i oczywiscie ze
znajomosci zasad religii/fideizmu oraz samych religiantow/fideistow. Bo
i paranormalnictwo i teoriospiskowosc i alternatywnomedycznosc i
ufofilia i pseudonaukowsc i religianctwo to jeden i ten sam
intelektualny syf: zyczeniowo-magiczny irracjonalizm.
Jeśli do jednego wora wędruje katar i nowotwór, 'bo obie to
przecież choroby'. Znów bolszewizm mentalny.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Ja bym raczej stwierdził, iż nie
wykluczają.
Jestem przekonany, ze podobna asekuracyjnoscia odznacza sie zdecydowana
mniejszosc plebsu (ktory jest z natury bezrefleksyjny i sie w ogole nad
takimi rzeczami nie zastanawia; "zrozpaczone masy, ktore nie widza dalej
niz kawal kielbasy"...). A jesli nawet podobne slogany oficjalnie
deklaruja, to w praktyce i tak nic z tego nie wynika.
Post by elGuapo
Nie każdy kto wierzy w Boga jest od razu fanatykiem -
Tego nie powiedzialem. Nie mniej jednak roznica miedzy wierzacym a
wierzacym-fanatykiem jest glownie ilosciowa. I obu mam za bydleta...
Post by elGuapo
krzywa rozkładu normalnego
Gaussa się kłania.
Z pewnoscia natezenie wiary ma rozklad jakos tam podobny do normalnego.
Niestety, ze srednia glaboko w irracjonalnym szambie...
W populacji ślepców widzący mówiący im o kolorach również byłby
irracjonalnym szambem.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
i ze nauka napewno nie moze wyjasnic "wszystkiego".
A wyjaśni czy istnieje życie po śmierci?
Nie, podobnie jak nie wyjasni czy "te siewki to sa co?" lub "kwakosc
nrwa wkły?"... Dla nauki takie "pytania" to belkot, nie pytania.
Ale nie dla człowieka. Człowiek może się zastanawiać, czy jego
świadomość po śmierci pogrąża się w niebyce, czy może jednak
oddziela się od ciała i coś innego się z nią dzieje. Nie ma w tym
nic bełkotliwego.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
I rzekome
(rzekome, bo niekoniecznie istniejace akurat tam gdzie pospulstwo to
sobie wyobraza) luki w naukowym poznaniu uzupelniaja mysleniem
magicznym,
IMHO baaaaardzo demonizujesz. Ludzie dość łatwo przyswajają
wyjaśnienia naukowe i myślenie magiczne przejawiają głównie we
właściwym dla myślenia magicznego miejscach - w pytaniach na które
nauka nie odpowie, bo wogóle się w te rejony nie zapuszcza
Nauka ma scisle wydzielony rewir i sposob dzialania i nie zapuszcza sie
np. na tereny filozoficzno-epistemologiczego dumania* czy czczych
fantazji (typu Bog, zycie po smierci itp.).
Dlaczego więc wywołuje to obrzydzenie do odruchów wymiotnych
włącznie, o których wspominasz wyżej? Jeśli jestem wobec czegoś
obojetny, to odruchów wymiotnych we mnie to nie wzbudza, wzbudzanie
owych odruchów jest wystarczającym dowodem na to, iż jednak
obojętne to dla mnie nie jest.
Post by Quasi
[ http://en.wikipedia.org/wiki/Skeptical_hypothesis ]
[ http://en.wikipedia.org/wiki/Solipsism ]
Problem w tym, ze gawiedz masowo zapuszcza swe magiczne fantazje na
tereny okupowane przez nauke. I tylko to jest obrzydliwe. Zawieszone w
prozni fantazje sa co najwyzej smieszne i zalosne.
Z tą masowością to histeria. Poza tym jest jeszcze jedna kategoria,
której wogóle zdajesz się nie brać pod uwagę: konkretów na które
przekuwać miałyby się myśli. Jeśli ktoś uzurpuje sobie prawo
zaledwie do przekonywania przy użyciu argumentów słownych do swoich
tez, to obojętnie jak głupie byłyby te tezy jest w porządku,
jednakże jesli ktoś nie stroni od używania argumentów mocniejszych
- z użyciem siły, przymusową reedukacją, bądź fizyczną
eliminacją inaczej myślących, to nawet jeśli po jego stronie
stałaby całkowita racja, jest ... bolszewikiem.
Post by Quasi
Post by elGuapo
(a jeśli
się zapuszcza,
Ale sie nie zapuszcza.
Skoro zaprzecza istnieniu Boga, zamiast nie zabierać w tej sprawie
głosu wogóle uznając, iż to nie jej dziedzina, to jednak się
zapuszcza. Wyśmianie głosicieli tezy jest wyraźnym zabraniem głosu
wobec samej tezy.
Post by Quasi
Post by elGuapo
to ze szkodą dla samej siebie, bo z natury rzeczy na
owe tereny zapuszczać się nie powinna, a to ponieważ zapuszczając
Skoro nauka nie tyka tego nawet patykiem, to powyzsze zdanie jest czczym
majakiem.
Ależ tyka, fizyczne rugowanie czegoś z przestrzeni jest jak
najbardziej zabraniem głosu - a nawet czegos znacznie poważniejszego,
niż zaledwie głosu: poparciem głosu czynem.
Post by Quasi
Post by elGuapo
życie po śmierci, sens
życia, stworzenie (wszech)świata etc.
Czyli (dal nauki) belkot.
Wobec którego jednak nauka nie pozostaje niema.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
co do ktorego juz analogicznego "sceptycyzmu" nie
przejawiaja, nawet wowczas, gdy naukowe wyjasnienia stoja do nich w
bardzo ostrej sprzecznosci ('jesli fakty przecza moim przekonaniom, to
tym gozej dla faktow').
Stanowczo za rzadko tak się dzieje,
Straszliwie rzadko tak sie NIE dzieje.
Eeeee tam.
Post by Quasi
Post by elGuapo
aby dzwonić na alarm,
Nie "dzwonie na alarm". Po prostu recenzuje rzeczywistosc.
Tendencyjnie demonizując częstotoliwość występowania/siłę
niektórych jej aspektów.


NeG
Quasi
2006-11-27 01:11:40 UTC
Permalink
Post by elGuapo
Post by Quasi
Nie histeria. Obrzydzenie (do granic odruchu wymiotnego), pogarda (do
granic parskniecia pustym smiechem i spluniecia w durny pysk) i irytacja
(do granic spoliczkowania takiej intelektualnej kurwy).
Wot i bolszewizm.
Wot i demagogia.
Post by elGuapo
Trocki, czy Lenin nie powstydziliby się takich
słów.
Zapewne Hitler nosil kalesony. Czy w zwiazku z tym noszenie kalesonow
jest nazistowskie (albo bolszewickie, wszak Lenin tez pewnie je nosil)?
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
połknięcie
Aspirynki OK, ale przeżeganie się nią jest już tak obrzydliwe,
Tak.
Ponieważ?
Poniewaz jest irracjonalne.
Post by elGuapo
Jakież to straszliwe zagrożenia ze sobą niesie?
Domniemam, ze zadne. Przynajmniej samo w sobie i bezposrednio.

Tylko co z tego? Nie staje sie przes to ani odrobine mniej irracjonalne
i ani odrobine mniej obrzydliwe.
Post by elGuapo
I nie
pieprz mi tu o tym, iż myślenie magiczne może wogóle wyprzeć
myślenie racjonalne,
??? Nigdy nie pisalem, ze moze, kanalio. I znow Ci sloma z butow wyszla...

BTW: Oczywiscie propagacja antynaukowego irracjonalizmu
(paranormalniactwo, neoszamanizm, pseudonauka) moze zmniejszyc
popularnosc racjonalizmu i szacunek do nauki wsrod mas - normalna
ewolucja kulturowa. Posrednio moze tez doprowadzic do erozji nauk
przyrodniczych: poprzez wplyw na politykow i sponsorow wywodzacych sie
sposrod owych mas (a to oni decyduja o finansowaniu nauki oraz
uchwalaniu prawa regulujacego jej dzialanie), oraz poprzez zmniejszenie
popularnosci przyrodniczych kierunkow studiow (juz i tak cieszacych sie
marnym zaintresowaniem wsrod potencjalnych studentow...).
Zapomniales, jak nafaszerowany pseudonaukowymi bredniami i
irracjonalnymi fobiami europejski motloch boi sie GMO, klonowania czy
energetyki jadrowej i jakie to ma oplakane konsekwencje?
Post by elGuapo
bo ustaliliśmy już,
Cos Ci sie chyba uroilo?
Post by elGuapo
że jak w każdym
przypadku, tak i tutaj krzywa rozkładu normalnego działa,
"A moral z tego taki: lepsza marchew niz buraki. A gdy spojrzec z
drugiej strony - lepsze krzeslo niz zaslony"...
Post by elGuapo
a ty z
furią nie rzucasz się dopiero na ekstremalne przykłady wypierania
myślenia racjonalnego przez myślenie magiczne, ale na jakiekolwiek
najlżejszy ślad myślenia magicznego - nawet jeśli jego konsekwencje
są znikomiuteńkie i nawet jeśli owo myślenie magiczne ogranicza
się do dziedziny, która nie ma styczności z dziedziną należacą (i
słusznie!) do nauki.
Nie rzucam sie z "furia", lecz z obrzydzeniem, pogarda i irytacja.

No i co z tego, smieszny wariatku? Nadal nie potrafisz wbic sobie do
zakutego lba, ze ja nie jestem - tak jak Ty - samozwanczym
politykierskim mesjaszem, wiec jesli na cos wybrzydzam, to NIE OZNACZA
TO, ze pragne wprowadzic polityczny program rugowania obiektow mojego
obrzydzenia i/lub przymusowego wprowadzenie wolnej od nich utopii (tak
jak Ty to robisz z tym swoim szalenczym omamem, ktory nazywasz
"lewactwem" i "panstwem minimum").
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
bo to straszliwa zaraza
Owszem, zaraza. Zaraza memetyczna.
Która jakimiż to straszliwymi konsekwencjami niby ludzkości
zagraża?
A jakie to ma znaczenie??? Ja - w odroznieniu od Ciebie - nie jestem
"mesjaszem" probujacym "wybawic" ludzkosc od "zagrozen" (tu:
"lewactwa"), ktore tylko ja widze dzieki swej przenikliwosci i
oswieceniu przez otaczanego kultem bozka (tu: Korwina), za pomoca
politykierskich utopii (tu: "panstwa minimum"). W zwiazku z czym, jesli
wyrazam wobec czegos dezaprobate, to wcale nie oznacza ze zamierzam z
tym czyms walczyc inaczej niz plujac na to, gdy przypadkiem znajdzie sie
w moim zasiegu. A co najwazniejsze - domniemana "szkodliwosc dla
ludzkosci" czegos, nie jest u mnie warunkiem do wyrazania dezaprobaty
wobec tego czegos.

BTW: "Memetyczna zaraza" sa tez listy lancuszkowe, "Chuck Norris facts",
dowcipy, filmik wyborczy pana Kononowicza*, mody popkulturowe,
odziezowe, kulinarne i gadgetowe itd.

* - [ http://kononowicz.pl/ ]
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
dla
idealnie 'naukowego' społeczeństwa.
Takowe nie istnieje i nigdy nie istnialo.
Co nie znaczy, że nie marzyłoby sie podobnym tobie oszołomom.
W zyciu o niczym takim nie marzylem. Nie mam na tyle bujnej, oderwanej
od rzeczywistosci wyobrazni. Tym sie m.in. od Ciebie roznie, ze bardzo
twardo stapam po ziemi...
Post by elGuapo
Pytanie jak daleko są oni w stanie posunąć się w realizacji swoich
utopijnych wizji.
Projekcja. Nie sadz innych swoja miara, wariatku.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Przejawiam obrzydzenie. A czy "bolszewickie", to cholera wie - nie mam
pojecia coz to takiego, ten Twoj neologizm "bolszewickie obrzydzenie".
Niewatpliwie jest to pogarda nie mniejsza, niz ta ktora Ty
(bolszewicko?) czujesz do "lewakow".
Określenia 'bolszewickie' dość czytelnie funkcjonuje w kulturze
W kulturze skorwinsynopodobnych szalencow zkazaonych komuchofobia...
Zapomniales dodac.
Post by elGuapo
na
opisanie pewnej neofitycznej gorliwości oraz preferowanymi środkami w
dawaniu jej upustu, z których to środków bije chęć używania wobec
opornych przemocy, a w przypadku nieugiętego oporu - do fizycznej
eliminacji ich.
Tak wiec moje obrzydzenie nie ma z "bolszewizmem" nic wspolnego.
Post by elGuapo
Używany przez ciebie język jak najbardziej bolszewickie inklinacje
zdradza na czele z odebraniem oponentom atrybutu człowieczeństwa
Nonsens. Nikomu "czlowieczenstwa" nie odbieralem, chociazby dlatego ze
sie takimi jalowymi frazesami jak "czlowieczenstwo" nie posluguje (nie
mam zatem czego odbierac)...
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Ich problem polega na tym, ze sa pewni, iz naukowe wyjasnienia to "nie
wszystko"
Skąd domniemanie że są pewni?
Z definicji wiary ("wiara: stan umyslu polegajacy na uznawaniu czegos,
obojetnie czego, za pewnik, przy braku potwierdzajacych to cos dowodow a
nawet wbrew dowodom").
Pewność nieprzekładająca się na czyny nie różni się niczym od
niepewności.
LOL! :D Pewnosc jest - z definicji - stanem umyslu (to czy przeklada sie
na jakies czyny, czy nie nie ma w tym kontekscie zadnego znaczenia) i w
sposob oczywisty rozni sie od niepewnosci na podobnej zasadzie, jak np.
milosc rozni sie od nienawisci (bez wzgledu na to, czy ida za nia jakies
czyny czy nie). Bo tu o stan umyslu chodzi, nie o jakies Twoje slomiane
"czyny".
Post by elGuapo
Co jest złego w pewności istnienia Boga,
[tu: "zlego" = powodu, dlaczego mi sie nie podoba]

Jest ona z obrzydliwa wrecz bezczelnoscia irracjonalna.
Post by elGuapo
jeśli nie skutkuje ona
żadnymi fizycznymi konsekwencjami
Istnienie/nie istnienie "fizycznych konsekwencji" nie ma tu (tj. w
kontekscie obrzydliwosci determinowanej irracjonalnoscia) zadnego znaczenia.
Post by elGuapo
- jesli osoba pewna Jego istnienia
wciąż z zepsutym samochodem udaje się do mechanika, zamist modlić
się do Stwórcy o naprawę wehikułu?
I co z tego??? Czy lewak pracujacy u "prywaciarza" przestaje byc z tego
powodu mniej "lewacki"?
Post by elGuapo
Post by Quasi
Z intuicji,
Z asper-intuicji, (...)
Jak juz wielokrotnie pisalem - w kwestii AS jestes calkowitym
ignorantem, wiec Twoje wypowiedzi na ten temat (jak zreszta na wiekszosc
tematow w jakich osmielasz sie wypowiadac) maja wartosc kalu.
Post by elGuapo
Post by Quasi
opartej na znajomosci literatury
paranormalniaczej (pare ksiazek na ten temat przeczytalem, chociazby -
ponoc swego czasu "kultowa" - Picknett Lynn "Encyklopedia zjawisk
paranormalnych") i milosnikow tej tematyki. No i oczywiscie ze
znajomosci zasad religii/fideizmu oraz samych religiantow/fideistow. Bo
i paranormalnictwo i teoriospiskowosc i alternatywnomedycznosc i
ufofilia i pseudonaukowsc i religianctwo to jeden i ten sam
intelektualny syf: zyczeniowo-magiczny irracjonalizm.
Jeśli do jednego wora wędruje katar i nowotwór, 'bo obie to
przecież choroby'. Znów bolszewizm mentalny.
[LOL! Zdecyduj sie wreszcie kretaczu, co znaczy ten Twoj "bolszewizm".]

Oczywiscie, ze do jednego wora. Wszystkie maja jeden wspolny mianownik
(tj. zyczeniowo-magiczny irracjonalizm) i to wlasnie ze wzgledu na niego
sa dla mnie tak obrzydliwe.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
krzywa rozkładu normalnego
Gaussa się kłania.
Z pewnoscia natezenie wiary ma rozklad jakos tam podobny do normalnego.
Niestety, ze srednia glaboko w irracjonalnym szambie...
W populacji ślepców widzący mówiący im o kolorach również byłby
irracjonalnym szambem.
Motto kazdego nawiedzonego szalenca, slyszacego w chorej glowce "glosy"
ktorych nikt inny nie slyszy...
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
i ze nauka napewno nie moze wyjasnic "wszystkiego".
A wyjaśni czy istnieje życie po śmierci?
Nie, podobnie jak nie wyjasni czy "te siewki to sa co?" lub "kwakosc
nrwa wkły?"... Dla nauki takie "pytania" to belkot, nie pytania.
Ale nie dla człowieka.
Statystyczny czlowiek nie poznalby belkotu, nawet gdyby ten lizal go po
cyckach...
Post by elGuapo
Człowiek może się zastanawiać, czy jego
świadomość po śmierci pogrąża się w niebyce, czy może jednak
oddziela się od ciała i coś innego się z nią dzieje.
Jesli zastanawia sie nad tym - i temu podobnymi jalowymi pierdolami -
dluzej niz 10s w zyciu, znaczy to, ze z infantylnym upodobaniem plawi
sie w irracjonalnych fekaliach. Obrzydliwe.
Post by elGuapo
Nie ma w tym
nic bełkotliwego.
Dla filozofi - nie. Dla filozofi to zwykly banal.
A dla nauki nie ma tam nic, co by belkotem nie bylo.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Nauka ma scisle wydzielony rewir i sposob dzialania i nie zapuszcza sie
np. na tereny filozoficzno-epistemologiczego dumania* czy czczych
fantazji (typu Bog, zycie po smierci itp.).
Dlaczego więc wywołuje to obrzydzenie do odruchów wymiotnych
włącznie, o których wspominasz wyżej?
Bo jest irracjonalne (fantazje, nie epistemologia - epistemologia jest ok).
Post by elGuapo
Jeśli jestem wobec czegoś
obojetny,
Nauka jest obojetna (a raczej slepa i glucha), nie ja.
Post by elGuapo
to odruchów wymiotnych we mnie to nie wzbudza, wzbudzanie
owych odruchów jest wystarczającym dowodem na to, iż jednak
obojętne to dla mnie nie jest.
Oczywiscie ze nie jest, zakuty lbie. Brydzi mnie to w sensie
intelektualnym, podobnie jak w sensie estetycznym brzydzi mnie np.
koprofilia.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Problem w tym, ze gawiedz masowo zapuszcza swe magiczne fantazje na
tereny okupowane przez nauke. I tylko to jest obrzydliwe. Zawieszone w
prozni fantazje sa co najwyzej smieszne i zalosne.
Z tą masowością to histeria.
W jakim swiecie Ty zyjesz? Najwyrazniej w swiecie urojen i zaklamania.
Nie wiesz np. ze wiekszosc Polakow praktykuje czary (modlitwy, ofiary
itp.) wierzac, ze wplyna one na swiat materalny (rewir nauk
przyrodniczych) - zdrowie, pomyslnosc (np. na egzaminie, wyborach),
psychike innych ludzi ("zeby tata przestal pic") i miliardy zlozonych
interakcji miedzy materialnymi obiektami ("zebysmy szczesliwie dojechali
do celu", "zeby byla ladna pogoda" itp.).
Post by elGuapo
Poza tym jest jeszcze jedna kategoria,
której wogóle zdajesz się nie brać pod uwagę: konkretów na które
przekuwać miałyby się myśli. Jeśli ktoś uzurpuje sobie prawo
zaledwie do przekonywania przy użyciu argumentów słownych do swoich
tez, to obojętnie jak głupie byłyby te tezy jest w porządku,
jednakże jesli ktoś nie stroni od używania argumentów mocniejszych
- z użyciem siły, przymusową reedukacją, bądź fizyczną
eliminacją inaczej myślących, to nawet jeśli po jego stronie
stałaby całkowita racja, jest ... bolszewikiem.
??? Jakis belkot.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
(a jeśli
się zapuszcza,
Ale sie nie zapuszcza.
Skoro zaprzecza istnieniu Boga,
Nauka nie zaprzecza istnieniu Boga, niewidzialnych krasnali szczajacych
do mleka ani dzbanka Russella. Scisle mowiac

W zwiazku z czym - majaczysz.


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-27 22:06:53 UTC
Permalink
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Nie histeria. Obrzydzenie (do granic odruchu wymiotnego), pogarda (do
granic parskniecia pustym smiechem i spluniecia w durny pysk) i irytacja
(do granic spoliczkowania takiej intelektualnej kurwy).
Wot i bolszewizm.
Wot i demagogia.
A co w twoim słowniku znaczy demagogia?
Post by Quasi
Post by elGuapo
Trocki, czy Lenin nie powstydziliby się takich
słów.
Zapewne Hitler nosil kalesony. Czy w zwiazku z tym noszenie kalesonow
jest nazistowskie (albo bolszewickie, wszak Lenin tez pewnie je nosil)?
To zależy - jeśli kalesony nosiliby tylko Lenin, Hitler, Trocki i
podobne im kanalie, to doszukiwanie się konotacji kaleson z
bolszewizmem byłoby dość racjonalne.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
połknięcie
Aspirynki OK, ale przeżeganie się nią jest już tak obrzydliwe,
Tak.
Ponieważ?
Poniewaz jest irracjonalne.
Post by elGuapo
Jakież to straszliwe zagrożenia ze sobą niesie?
Domniemam, ze zadne. Przynajmniej samo w sobie i bezposrednio.
Ale na obrzydzenie do granic rękoczynów zasługuje.
Post by Quasi
Tylko co z tego? Nie staje sie przes to ani odrobine mniej irracjonalne
i ani odrobine mniej obrzydliwe.
Zaczynam rozumieć, że dzielenie spraw wedle obiektywnego zagrożenia,
jaki stanowią to dla ciebie abstrakcja równa próbie pojęcia przez
ślepca czym są kolory.
Post by Quasi
Post by elGuapo
I nie
pieprz mi tu o tym, iż myślenie magiczne może wogóle wyprzeć
myślenie racjonalne,
??? Nigdy nie pisalem, ze moze, kanalio. I znow Ci sloma z butow wyszla...
Więc samo istnienie myślenia magicznego jest aż tak obrzydliwe ...
jak istnienie kułaka dla bolszewika.

(...)
Post by Quasi
Post by elGuapo
a ty z
furią nie rzucasz się dopiero na ekstremalne przykłady wypierania
myślenia racjonalnego przez myślenie magiczne, ale na jakiekolwiek
najlżejszy ślad myślenia magicznego - nawet jeśli jego konsekwencje
są znikomiuteńkie i nawet jeśli owo myślenie magiczne ogranicza
się do dziedziny, która nie ma styczności z dziedziną należacą (i
słusznie!) do nauki.
Nie rzucam sie z "furia", lecz z obrzydzeniem, pogarda i irytacja.
Pytam poważnie:
1) Czy jesteś świadomy, że twoje rakcje w tej mierze dość mocno
odstają od przeciętnych?
2) Czy bolejesz nad swoimi reakcjami (powątpiewam - pół roku
miałeś na wyrażenie votum separatum wobec własnych emocji), czy
też uważasz, iż są one zdrowe i pożądane w społeczeństwie?
Post by Quasi
No i co z tego, smieszny wariatku? Nadal nie potrafisz wbic sobie do
zakutego lba, ze ja nie jestem - tak jak Ty - samozwanczym
politykierskim mesjaszem, wiec jesli na cos wybrzydzam, to NIE OZNACZA
TO, ze pragne wprowadzic polityczny program rugowania obiektow mojego
obrzydzenia i/lub przymusowego wprowadzenie wolnej od nich utopii (tak
jak Ty to robisz z tym swoim szalenczym omamem, ktory nazywasz
"lewactwem" i "panstwem minimum").
Słomka, słomka. Ja nie pragnę zniknięcia lewactwa z powierzchni
ziemii, a tylko możliwości życia pozostając poza jego wpływem. Ja
nie chcę wytłuc wszystkich bakterii na ziemii - ja chcę tylko być
od ich szkodliwego wpływu wolny.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
bo to straszliwa zaraza
Owszem, zaraza. Zaraza memetyczna.
Która jakimiż to straszliwymi konsekwencjami niby ludzkości
zagraża?
A jakie to ma znaczenie??? Ja - w odroznieniu od Ciebie - nie jestem
"lewactwa"), ktore tylko ja widze dzieki swej przenikliwosci i
oswieceniu przez otaczanego kultem bozka (tu: Korwina), za pomoca
politykierskich utopii (tu: "panstwa minimum"). W zwiazku z czym, jesli
wyrazam wobec czegos dezaprobate, to wcale nie oznacza ze zamierzam z
tym czyms walczyc inaczej niz plujac na to, gdy przypadkiem znajdzie sie
w moim zasiegu. A co najwazniejsze - domniemana "szkodliwosc dla
ludzkosci" czegos, nie jest u mnie warunkiem do wyrazania dezaprobaty
wobec tego czegos.
Widzę - ostateczną wyrocznią są dla ciebie własne uprzedzenia ...
które tak wyśmiewasz, gdy przybierają formę tzw. homofobii. Kalizm.

(...)
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
dla
idealnie 'naukowego' społeczeństwa.
Takowe nie istnieje i nigdy nie istnialo.
Co nie znaczy, że nie marzyłoby sie podobnym tobie oszołomom.
W zyciu o niczym takim nie marzylem. Nie mam na tyle bujnej, oderwanej
od rzeczywistosci wyobrazni. Tym sie m.in. od Ciebie roznie, ze bardzo
twardo stapam po ziemi...
Post by elGuapo
Pytanie jak daleko są oni w stanie posunąć się w realizacji swoich
utopijnych wizji.
Projekcja. Nie sadz innych swoja miara, wariatku.
Komunistów, czy faszystów także brano za 'nieszkodliwych' krzykaczy
do czasu aż było za późno. Ty werbalnie i mentalnie już
bolszewikom dorównałeś. Pytanie czy do szczekania zechcesz sie
ograniczyć, czy gryźć (czyli poprzeć 'tanie' słowa' mocną walutą
'czynów') też jesteś gotów.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Przejawiam obrzydzenie. A czy "bolszewickie", to cholera wie - nie mam
pojecia coz to takiego, ten Twoj neologizm "bolszewickie obrzydzenie".
Niewatpliwie jest to pogarda nie mniejsza, niz ta ktora Ty
(bolszewicko?) czujesz do "lewakow".
Określenia 'bolszewickie' dość czytelnie funkcjonuje w kulturze
W kulturze skorwinsynopodobnych szalencow zkazaonych komuchofobia...
Zapomniales dodac.
Bynajmniej.
Post by Quasi
Post by elGuapo
na
opisanie pewnej neofitycznej gorliwości oraz preferowanymi środkami w
dawaniu jej upustu, z których to środków bije chęć używania wobec
opornych przemocy, a w przypadku nieugiętego oporu - do fizycznej
eliminacji ich.
Tak wiec moje obrzydzenie nie ma z "bolszewizmem" nic wspolnego.
Słowa kosztują niewiele. Skąd - niby mając kontakt z tobą
wyłącznie z netu - mam wiedzieć, czy tylko o wyrywaniu muszkom
skrzydełek opiszesz, czy także je wyrywasz?
Post by Quasi
Post by elGuapo
Używany przez ciebie język jak najbardziej bolszewickie inklinacje
zdradza na czele z odebraniem oponentom atrybutu człowieczeństwa
Nonsens. Nikomu "czlowieczenstwa" nie odbieralem, chociazby dlatego ze
sie takimi jalowymi frazesami jak "czlowieczenstwo" nie posluguje (nie
mam zatem czego odbierac)...
Człowiek to maszyna emocjonalna i normalni dosyć dobrze przekazy
emocjonalne rozszyfrowywać umieją.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Ich problem polega na tym, ze sa pewni, iz naukowe wyjasnienia to "nie
wszystko"
Skąd domniemanie że są pewni?
Z definicji wiary ("wiara: stan umyslu polegajacy na uznawaniu czegos,
obojetnie czego, za pewnik, przy braku potwierdzajacych to cos dowodow a
nawet wbrew dowodom").
Pewność nieprzekładająca się na czyny nie różni się niczym od
niepewności.
LOL! :D Pewnosc jest - z definicji - stanem umyslu (to czy przeklada sie
na jakies czyny, czy nie nie ma w tym kontekscie zadnego znaczenia) i w
sposob oczywisty rozni sie od niepewnosci na podobnej zasadzie, jak np.
milosc rozni sie od nienawisci (bez wzgledu na to, czy ida za nia jakies
czyny czy nie). Bo tu o stan umyslu chodzi, nie o jakies Twoje slomiane
"czyny".
Pomiędzy pewnością zachodzenia X, a pewnością niezachodzenia X
jest ogromne spektum emocjonalnych stanów pośrednich. Uważasz, że
jest inaczej? Powszechna pewność istnienia Boga skutkować powinna
powszechnym wypełnianiem Jego woli, a nic takiego miejsca nie ma.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Co jest złego w pewności istnienia Boga,
[tu: "zlego" = powodu, dlaczego mi sie nie podoba]
Jest ona z obrzydliwa wrecz bezczelnoscia irracjonalna.
Nie bardziej od dywagacji o istnieniu UFO. Taki Hawking to pewnie
także intelektualna kurwa, jak każdy kto nie odrzuca z obrzydzeniem
wszelkich tez, które nie są udowodnione ponad wszelką wątpliwość.
"Maszyny cieższe od powietrza nigdy nie będą latać!!!" - pycha
ograniczonego oszołoma.
Post by Quasi
Post by elGuapo
jeśli nie skutkuje ona
żadnymi fizycznymi konsekwencjami
Istnienie/nie istnienie "fizycznych konsekwencji" nie ma tu (tj. w
kontekscie obrzydliwosci determinowanej irracjonalnoscia) zadnego znaczenia.
Dla ofiary napadu ma znaczenie, czy jest to tylko napad słowny, czy za
słowami idą czyny (a może i czyny idą bez słów).
Post by Quasi
Post by elGuapo
- jesli osoba pewna Jego istnienia
wciąż z zepsutym samochodem udaje się do mechanika, zamist modlić
się do Stwórcy o naprawę wehikułu?
I co z tego??? Czy lewak pracujacy u "prywaciarza" przestaje byc z tego
powodu mniej "lewacki"?
No pewnie - przecież ma do wyboru postąpić lewacko i prywaciarza
zaszlachtować, zabierając mu przy okazji majątek, bądź u
prywaciarza pracować. Nie mam nic przeciwko najortodoksyjnieszym
choćby lewakom, którzy do wiary w swe idee nieprzekładającej się
na działanie się ograniczają, ale ty tego rozróżnienia 'myśli i
słowa' vs 'czyny', elementarnego*) dla cywilizacji łacińskiej nie
kumasz ani w ząb.

*) Za zamiar, ani nawet i przygotowywanie przestępstwa nie każe się
tak samo, jak za przestępstwo popełniane.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Z intuicji,
Z asper-intuicji, (...)
Jak juz wielokrotnie pisalem - w kwestii AS jestes calkowitym
ignorantem, wiec Twoje wypowiedzi na ten temat (jak zreszta na wiekszosc
tematow w jakich osmielasz sie wypowiadac) maja wartosc kalu.
Więc babrając się w nich dowodzisz swojej koprofilności, której
parę linijek niżej zdecydowanie zaprzeczasz.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
opartej na znajomosci literatury
paranormalniaczej (pare ksiazek na ten temat przeczytalem, chociazby -
ponoc swego czasu "kultowa" - Picknett Lynn "Encyklopedia zjawisk
paranormalnych") i milosnikow tej tematyki. No i oczywiscie ze
znajomosci zasad religii/fideizmu oraz samych religiantow/fideistow. Bo
i paranormalnictwo i teoriospiskowosc i alternatywnomedycznosc i
ufofilia i pseudonaukowsc i religianctwo to jeden i ten sam
intelektualny syf: zyczeniowo-magiczny irracjonalizm.
Jeśli do jednego wora wędruje katar i nowotwór, 'bo obie to
przecież choroby'. Znów bolszewizm mentalny.
[LOL! Zdecyduj sie wreszcie kretaczu, co znaczy ten Twoj "bolszewizm".]
Bezkompromisowość: emanujące fanatyzmem czarno-białe widzenie
świata, zamiast dostrzegania odcieni szarości jest jedną z jego
łatwiej dostrzegalnych cech.
Post by Quasi
Oczywiscie, ze do jednego wora. Wszystkie maja jeden wspolny mianownik
(tj. zyczeniowo-magiczny irracjonalizm) i to wlasnie ze wzgledu na niego
sa dla mnie tak obrzydliwe.
Rozumiem, że np. SETI równie obrzydliwe jest.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
krzywa rozkładu normalnego
Gaussa się kłania.
Z pewnoscia natezenie wiary ma rozklad jakos tam podobny do normalnego.
Niestety, ze srednia glaboko w irracjonalnym szambie...
W populacji ślepców widzący mówiący im o kolorach również byłby
irracjonalnym szambem.
Motto kazdego nawiedzonego szalenca, slyszacego w chorej glowce "glosy"
ktorych nikt inny nie slyszy...
Słyszysz głosy w kolorach?
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
i ze nauka napewno nie moze wyjasnic "wszystkiego".
A wyjaśni czy istnieje życie po śmierci?
Nie, podobnie jak nie wyjasni czy "te siewki to sa co?" lub "kwakosc
nrwa wkły?"... Dla nauki takie "pytania" to belkot, nie pytania.
Ale nie dla człowieka.
Statystyczny czlowiek nie poznalby belkotu, nawet gdyby ten lizal go po
cyckach...
Ale instynktownie wyczuwa zagrożenie i nienormalność, włączając
asper-nienormalność.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Człowiek może się zastanawiać, czy jego
świadomość po śmierci pogrąża się w niebyce, czy może jednak
oddziela się od ciała i coś innego się z nią dzieje.
Jesli zastanawia sie nad tym - i temu podobnymi jalowymi pierdolami -
dluzej niz 10s w zyciu, znaczy to, ze z infantylnym upodobaniem plawi
sie w irracjonalnych fekaliach. Obrzydliwe.
Nie bardziej od czytania fantastyki, oglądania 'Matrixa', czy
trawienia czasu na pielegnowaniu marchewek na własnej grządce,
zamiast (o idiota nieskończony!!!) pójść do 'zieleniaka' i zakupić
sobie marchewkę za złotówkę. Co ci do tego jak ludzie żyją i na
co swoje pieniądze i swoje życie spędzają?
Post by Quasi
Post by elGuapo
Nie ma w tym
nic bełkotliwego.
Dla filozofi - nie. Dla filozofi to zwykly banal.
A dla nauki nie ma tam nic, co by belkotem nie bylo.
A filozofia to nie nauka?
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Nauka ma scisle wydzielony rewir i sposob dzialania i nie zapuszcza sie
np. na tereny filozoficzno-epistemologiczego dumania* czy czczych
fantazji (typu Bog, zycie po smierci itp.).
Dlaczego więc wywołuje to obrzydzenie do odruchów wymiotnych
włącznie, o których wspominasz wyżej?
Bo jest irracjonalne (fantazje, nie epistemologia - epistemologia jest ok).
Nie jest bardziej irracjonalne od istnienia cywilizacji pozaziemskich.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Jeśli jestem wobec czegoś
obojetny,
Nauka jest obojetna (a raczej slepa i glucha), nie ja.
Nic nie jest ślepe, ani głuche - nauka ma konsekwencje polityczne,
czy sobie tego życzy, czy nie. Poza tym sam podawałeś link do
stronki, gdzie 'naukowcy' oferują 1000000$ za kontrolowane dokonanie
'cudu' - powiedzmy. Oni nie są intelektualnymi kurwami? - wszak
zamiast wogóle odrzucić możliwość działania sił nadprzyrodzonych
jako niewarte naukowego zachodu, oni się z ich istnieniem liczą! Na
nich jednakże oburzeniem, jako na naukowców 'wyrodnych', nie
pałałeś. Kalizm.
Post by Quasi
Post by elGuapo
to odruchów wymiotnych we mnie to nie wzbudza, wzbudzanie
owych odruchów jest wystarczającym dowodem na to, iż jednak
obojętne to dla mnie nie jest.
Oczywiscie ze nie jest, zakuty lbie. Brydzi mnie to w sensie
intelektualnym, podobnie jak w sensie estetycznym brzydzi mnie np.
koprofilia.
Obrzydzenie jest emocją - nie ma więc sensu intelektualnego. Intelekt
może być wyzwalaczem emocji obrzydzenia co najwyżej.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Problem w tym, ze gawiedz masowo zapuszcza swe magiczne fantazje na
tereny okupowane przez nauke. I tylko to jest obrzydliwe. Zawieszone w
prozni fantazje sa co najwyzej smieszne i zalosne.
Z tą masowością to histeria.
W jakim swiecie Ty zyjesz? Najwyrazniej w swiecie urojen i zaklamania.
Nie wiesz np. ze wiekszosc Polakow praktykuje czary (modlitwy, ofiary
itp.) wierzac, ze wplyna one na swiat materalny (rewir nauk
przyrodniczych) - zdrowie, pomyslnosc (np. na egzaminie, wyborach),
psychike innych ludzi ("zeby tata przestal pic") i miliardy zlozonych
interakcji miedzy materialnymi obiektami ("zebysmy szczesliwie dojechali
do celu", "zeby byla ladna pogoda" itp.).
Większość praktykuje - owszem - ale w ilościach naskórkowych, a
nie w ilościach zagrażających zdrowemu rozsądkowi.
(...)
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
(a jeśli
się zapuszcza,
Ale sie nie zapuszcza.
Skoro zaprzecza istnieniu Boga,
Nauka nie zaprzecza istnieniu Boga, niewidzialnych krasnali szczajacych
do mleka ani dzbanka Russella. Scisle mowiac
W zwiazku z czym - majaczysz.
Więc Boga nie ma, ale równocześnie jest On szczającym krasnalem.
W zwiazku z czym - majaczysz.

NeG
Quasi
2006-11-28 13:01:58 UTC
Permalink
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Wot i bolszewizm.
Wot i demagogia.
A co w twoim słowniku znaczy demagogia?
[ http://pl.wikipedia.org/wiki/Demagogia ]
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Trocki, czy Lenin nie powstydziliby się takich
słów.
Zapewne Hitler nosil kalesony. Czy w zwiazku z tym noszenie kalesonow
jest nazistowskie (albo bolszewickie, wszak Lenin tez pewnie je nosil)?
To zależy - jeśli kalesony nosiliby tylko Lenin, Hitler, Trocki i
podobne im kanalie, to doszukiwanie się konotacji kaleson z
bolszewizmem byłoby dość racjonalne.
Mylenie korelacji z zasada przyczynowo-skutkowa jest dosc powszechnym
bledem logiczno-poznawczym...
[ http://en.wikipedia.org/wiki/Correlation_does_not_imply_causation ]
[ http://en.wikipedia.org/wiki/Post_hoc_ergo_propter_hoc ]

A poza tym: uczucie obrzydzenia/pogardy/irytacji - podobnie jak noszenie
kaleson - nie jest ograniczone do bolszewikow...
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Jakież to straszliwe zagrożenia ze sobą niesie?
Domniemam, ze zadne. Przynajmniej samo w sobie i bezposrednio.
Ale na obrzydzenie do granic rękoczynów zasługuje.
A dlaczegozby nie? Jak juz pisalem: wystapienie badz nie fizycznych
konsekwencji przy mojej dezaprobacie nie ma zadnego znaczenia.
Koprofilia rowniez nie jest specjalnie spolecznie szkodliwa, tym
niemniej bardzo mnie obrzydza.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Tylko co z tego? Nie staje sie przes to ani odrobine mniej irracjonalne
i ani odrobine mniej obrzydliwe.
Zaczynam rozumieć, że dzielenie spraw wedle obiektywnego zagrożenia,
A coz to takiego owo "obiektywne zagrozenie"???
Post by elGuapo
jaki stanowią to dla ciebie abstrakcja równa próbie pojęcia przez
ślepca czym są kolory.
Bzdura. Po prostu "zagrozenie" nie jest u mnie warunkiem obrzydzenia.
Jeszcze tego pojac nie mozesz???
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
I nie
pieprz mi tu o tym, iż myślenie magiczne może wogóle wyprzeć
myślenie racjonalne,
??? Nigdy nie pisalem, ze moze, kanalio. I znow Ci sloma z butow wyszla...
Więc samo istnienie myślenia magicznego jest aż tak obrzydliwe ...
Oczywiscie.
Post by elGuapo
jak istnienie kułaka dla bolszewika.
Tak jak istnienie koprofilii, czy "lewactwa" dla skorwinsyna.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Nie rzucam sie z "furia", lecz z obrzydzeniem, pogarda i irytacja.
1) Czy jesteś świadomy, że twoje rakcje w tej mierze dość mocno
odstają od przeciętnych?
Tak, sa lagodniejsze niz przecietne reakcje motlochu na zjawiska czy
poglady wzbudzajace powszechne obrzydzenie (np. pedofilia,
homoseksualizm, morderstwa, Balcerowicz...)... Sa takze nieprzecietnie
ukierunkowane (zadko kto brzydzi sie irracjonalizmu).
Post by elGuapo
2) Czy bolejesz nad swoimi reakcjami
Nie.
Post by elGuapo
czy
też uważasz, iż są one zdrowe
Tak.
Post by elGuapo
i pożądane w społeczeństwie?
Mam to w dupie (i spoleczenstwo i obiekty jego pozadania).
Post by elGuapo
Post by Quasi
No i co z tego, smieszny wariatku? Nadal nie potrafisz wbic sobie do
zakutego lba, ze ja nie jestem - tak jak Ty - samozwanczym
politykierskim mesjaszem, wiec jesli na cos wybrzydzam, to NIE OZNACZA
TO, ze pragne wprowadzic polityczny program rugowania obiektow mojego
obrzydzenia i/lub przymusowego wprowadzenie wolnej od nich utopii (tak
jak Ty to robisz z tym swoim szalenczym omamem, ktory nazywasz
"lewactwem" i "panstwem minimum").
Słomka, słomka. Ja nie pragnę zniknięcia lewactwa z powierzchni
ziemii,
Tego nie sugerowalem. Wiem, ze nie pragniesz (znam Twoje urojenia na
temat "wszechdobroczynnosci wszechkonkurencji").
Post by elGuapo
a tylko możliwości życia pozostając poza jego wpływem. (...)
I o to wlasnie chodzi. Bo aby tego dokonac, musialbys odciac "lewactwu"
mozliwosc ingerowania w panstwo. Wyrugowac polityczno-spoleczne wplywy
lewactwa i utrwalic system ("panstwo minimum") w ktorym odzyskanie tego
wplywu nie byloby mozliwe.
Post by elGuapo
Post by Quasi
A jakie to ma znaczenie??? Ja - w odroznieniu od Ciebie - nie jestem
"lewactwa"), ktore tylko ja widze dzieki swej przenikliwosci i
oswieceniu przez otaczanego kultem bozka (tu: Korwina), za pomoca
politykierskich utopii (tu: "panstwa minimum"). W zwiazku z czym, jesli
wyrazam wobec czegos dezaprobate, to wcale nie oznacza ze zamierzam z
tym czyms walczyc inaczej niz plujac na to, gdy przypadkiem znajdzie sie
w moim zasiegu. A co najwazniejsze - domniemana "szkodliwosc dla
ludzkosci" czegos, nie jest u mnie warunkiem do wyrazania dezaprobaty
wobec tego czegos.
Widzę - ostateczną wyrocznią są dla ciebie własne uprzedzenia ...
??? Belkot.
Post by elGuapo
które tak wyśmiewasz, gdy przybierają formę tzw. homofobii. Kalizm.
??? Belkot^2
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Pytanie jak daleko są oni w stanie posunąć się w realizacji swoich
utopijnych wizji.
Projekcja. Nie sadz innych swoja miara, wariatku.
Komunistów, czy faszystów także brano za 'nieszkodliwych' krzykaczy
do czasu aż było za późno. Ty werbalnie i mentalnie już
bolszewikom dorównałeś. Pytanie czy do szczekania zechcesz sie
ograniczyć, czy gryźć (czyli poprzeć 'tanie' słowa' mocną walutą
'czynów') też jesteś gotów.
Toz Ci powtarzam wariacie, ze w odroznieniu od Ciebie, ja sie w
politykierke nie bawie. To Twoja ideologia generuje polityczne
postulaty, nie moja.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
na
opisanie pewnej neofitycznej gorliwości oraz preferowanymi środkami w
dawaniu jej upustu, z których to środków bije chęć używania wobec
opornych przemocy, a w przypadku nieugiętego oporu - do fizycznej
eliminacji ich.
Tak wiec moje obrzydzenie nie ma z "bolszewizmem" nic wspolnego.
Słowa kosztują niewiele.
I co z tego? Nawet moje slowa nie maja znamion tej wyzej przez Ciebie
zdefiniowanej "bolszewii".
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Używany przez ciebie język jak najbardziej bolszewickie inklinacje
zdradza na czele z odebraniem oponentom atrybutu człowieczeństwa
Nonsens. Nikomu "czlowieczenstwa" nie odbieralem, chociazby dlatego ze
sie takimi jalowymi frazesami jak "czlowieczenstwo" nie posluguje (nie
mam zatem czego odbierac)...
Człowiek to maszyna emocjonalna i normalni dosyć dobrze przekazy
emocjonalne rozszyfrowywać umieją.
Belkot.
Post by elGuapo
Post by Quasi
LOL! :D Pewnosc jest - z definicji - stanem umyslu (to czy przeklada sie
na jakies czyny, czy nie nie ma w tym kontekscie zadnego znaczenia) i w
sposob oczywisty rozni sie od niepewnosci na podobnej zasadzie, jak np.
milosc rozni sie od nienawisci (bez wzgledu na to, czy ida za nia jakies
czyny czy nie). Bo tu o stan umyslu chodzi, nie o jakies Twoje slomiane
"czyny".
Pomiędzy pewnością zachodzenia X, a pewnością niezachodzenia X
jest ogromne spektum emocjonalnych stanów pośrednich.
I co z tego?
Post by elGuapo
Uważasz, że
jest inaczej? Powszechna pewność istnienia Boga skutkować powinna
powszechnym wypełnianiem Jego woli,
Nie, takiego wynikania nie ma.
Post by elGuapo
a nic takiego miejsca nie ma.
Bo koncentrujesz sie na przykladach negatywnych (powszechnosc odstepstwo
od bozych nakazow) zamiast porownac ich czestosc z czestoscia przykladow
pozytywnych (powszechnosc dzialan wg bozych nakazow). Confirmation bias.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Co jest złego w pewności istnienia Boga,
Jest ona z obrzydliwa wrecz bezczelnoscia irracjonalna.
Nie bardziej od dywagacji o istnieniu UFO.
Znacznie bardziej. Dywagacje o istnieniu UFO moga - ale nie musza - byc
bardzo sensowne i racjonalne (dywagacje o istnieniu Boga czy dzbanka
Russela zreszta tez). Irracjonalna jest np. pewnosc/wiara w ontologiczne
istnienie X (bez wzgledu na to, czy X to Bog, UFO, dzbanek Russela,
elektron czy wlasna reka...). Irracjonalne jest wykoncypowanie istnienia
(w naukowych modelach) Boga (UFO zreszta tez) z poczynionych dotychczas
obserwacji swiata.
Post by elGuapo
Taki Hawking to pewnie
także intelektualna kurwa, jak każdy kto nie odrzuca z obrzydzeniem
wszelkich tez, które nie są udowodnione ponad wszelką wątpliwość.
Hawkingiem sobie geby nie wycieraj. On jest akurat do bolu racjonalnym
"kaplanem scjentyzmu".
Post by elGuapo
"Maszyny cieższe od powietrza nigdy nie będą latać!!!" - pycha
ograniczonego oszołoma.
Rownie irracjonalne i pyszne jak wiara w Boga...
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
jeśli nie skutkuje ona
żadnymi fizycznymi konsekwencjami
Istnienie/nie istnienie "fizycznych konsekwencji" nie ma tu (tj. w
kontekscie obrzydliwosci determinowanej irracjonalnoscia) zadnego znaczenia.
Dla ofiary napadu ma znaczenie, czy jest to tylko napad słowny, czy za
słowami idą czyny (a może i czyny idą bez słów).
Belkot.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
- jesli osoba pewna Jego istnienia
wciąż z zepsutym samochodem udaje się do mechanika, zamist modlić
się do Stwórcy o naprawę wehikułu?
I co z tego??? Czy lewak pracujacy u "prywaciarza" przestaje byc z tego
powodu mniej "lewacki"?
No pewnie - przecież ma do wyboru postąpić lewacko i prywaciarza
zaszlachtować,
Zenujace szalenstwo... "Lewak" = totalitarny komuch...
Post by elGuapo
Nie mam nic przeciwko
Ale ja nie pytam, czy masz czy nie masz cos przeciwko, tylko czy nadal
jest lewka czy juz nie.
Post by elGuapo
najortodoksyjnieszym
choćby lewakom, którzy do wiary w swe idee nieprzekładającej się
na działanie się ograniczają,
A jak dziala w zwiazku zawodowym?
Post by elGuapo
ale ty tego rozróżnienia 'myśli i
słowa' vs 'czyny', elementarnego*) dla cywilizacji łacińskiej nie
kumasz ani w ząb.
*) Za zamiar, ani nawet i przygotowywanie przestępstwa nie każe się
tak samo, jak za przestępstwo popełniane.
Belkot.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Z intuicji,
Z asper-intuicji, (...)
Jak juz wielokrotnie pisalem - w kwestii AS jestes calkowitym
ignorantem, wiec Twoje wypowiedzi na ten temat (jak zreszta na wiekszosc
tematow w jakich osmielasz sie wypowiadac) maja wartosc kalu.
Więc babrając się w nich dowodzisz swojej koprofilności,
Koprofilem to bym byl, gdybym Cie popieral. A ja probuje tylko spuscic
po Tobie wode...
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
opartej na znajomosci literatury
paranormalniaczej (pare ksiazek na ten temat przeczytalem, chociazby -
ponoc swego czasu "kultowa" - Picknett Lynn "Encyklopedia zjawisk
paranormalnych") i milosnikow tej tematyki. No i oczywiscie ze
znajomosci zasad religii/fideizmu oraz samych religiantow/fideistow. Bo
i paranormalnictwo i teoriospiskowosc i alternatywnomedycznosc i
ufofilia i pseudonaukowsc i religianctwo to jeden i ten sam
intelektualny syf: zyczeniowo-magiczny irracjonalizm.
Jeśli do jednego wora wędruje katar i nowotwór, 'bo obie to
przecież choroby'. Znów bolszewizm mentalny.
[LOL! Zdecyduj sie wreszcie kretaczu, co znaczy ten Twoj "bolszewizm".]
G prawda. Akurat bardzo latwo i chetnie zawieram kompromisy - w czynach.
Post by elGuapo
emanujące fanatyzmem czarno-białe widzenie
świata, zamiast dostrzegania odcieni szarości jest jedną z jego
łatwiej dostrzegalnych cech.
W kontekscie o ktorym mowa "odcienie szarosci" nie maja wiekszego
znaczenia.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Oczywiscie, ze do jednego wora. Wszystkie maja jeden wspolny mianownik
(tj. zyczeniowo-magiczny irracjonalizm) i to wlasnie ze wzgledu na niego
sa dla mnie tak obrzydliwe.
Rozumiem, że np. SETI równie obrzydliwe jest.
Nie, SETI jest przedsiewzieciem ze wszech miar racjonalnym i naukowo
sensownym. Choc naiwnym...


(...)
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Człowiek może się zastanawiać, czy jego
świadomość po śmierci pogrąża się w niebyce, czy może jednak
oddziela się od ciała i coś innego się z nią dzieje.
Jesli zastanawia sie nad tym - i temu podobnymi jalowymi pierdolami -
dluzej niz 10s w zyciu, znaczy to, ze z infantylnym upodobaniem plawi
sie w irracjonalnych fekaliach. Obrzydliwe.
Nie bardziej od czytania fantastyki, oglądania 'Matrixa',
Bzdura. Calkowicie falszywa analogia.
Post by elGuapo
czy
trawienia czasu na pielegnowaniu marchewek na własnej grządce,
zamiast (o idiota nieskończony!!!) pójść do 'zieleniaka' i zakupić
sobie marchewkę za złotówkę.
Bzdura. Calkowicie falszywa analogia.
Post by elGuapo
Co ci do tego jak ludzie żyją i na
co swoje pieniądze i swoje życie spędzają?
??? Od tego zalezy, jak ich zrecenzuje. Tylko tyle.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Nie ma w tym
nic bełkotliwego.
Dla filozofi - nie. Dla filozofi to zwykly banal.
A dla nauki nie ma tam nic, co by belkotem nie bylo.
A filozofia to nie nauka?
Oczywiscie, ze nie. Filozofia to nauka humanistyczna (ang. humanities)
nie nauka przyrodnicza (ang. science). Matematyka, logika, informatyka
tez nie sa naukami (science), lecz naukami formalnymi/scislymi.

Polski jezyk czesto wprowadza w blad, gdyz czlon "nauka" (science)
dodaje tez do dziedzin nie bedacych "science" (nauki humanistyczne,
nauki scisle).
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Dlaczego więc wywołuje to obrzydzenie do odruchów wymiotnych
włącznie, o których wspominasz wyżej?
Bo jest irracjonalne (fantazje, nie epistemologia - epistemologia jest ok).
Nie jest bardziej irracjonalne od istnienia cywilizacji pozaziemskich.
Znacznie bardziej irracjonalne. Niestety, irracjonalny do szpiku kosci
szaleniec najprawdopodobniej nigdy tego nie pojmie...
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Jeśli jestem wobec czegoś
obojetny,
Nauka jest obojetna (a raczej slepa i glucha), nie ja.
Nic nie jest ślepe, ani głuche - nauka ma konsekwencje polityczne,
"Konsekwencje polityczne" nauki to - z definicji - nie dzialka nauki,
lecz polityki, glabie.
Post by elGuapo
(...) Poza tym sam podawałeś link do
stronki, gdzie 'naukowcy'
Nie naukowcy. Sceptycy, a konkretnie James Randi: magik/prestidigitator,
sceptyk i demaskator szalbierstw.
[ http://en.wikipedia.org/wiki/James_Randi ]
Post by elGuapo
oferują 1000000$ za kontrolowane dokonanie
'cudu' - powiedzmy.
A oferuja, by zamknac ryje "cudotworcom"-demagogom: "skoro twierdzisz,
ze potrafisz czynic cuda, to zapraszamy do siebie - jesli dokonasz tego
pod rygorem metodologii naukowej i pod czujnym okiem demaskatorow
falszerstw, to dostaniesz milion$, jesli tego nie dokonasz, nie masz
moralnego prawa do przechwalania sie swoimi rzekomymi umiejetnosciami".
Post by elGuapo
Oni nie są intelektualnymi kurwami?
Oczywiscie, ze nie. Sa do bolu racjonalni.
Post by elGuapo
- wszak
zamiast wogóle odrzucić możliwość działania sił nadprzyrodzonych
jako niewarte naukowego zachodu,
Aprioryczne odrzucanie istnienia zjawisk okreslanych mianem
"nadprzyrodzonych" jest nie mniej irracjonalne niz bezpodstawne
przekonanie o ich istnieniu...

Warte naukowego zachodu jest wszystko, co - rzekomo - da sie w
powatarzalny sposob obserwowac i w obiektywizowalny sposob badac.
"Zjawiska paranormalne" rzekomo takie wlasnie sa. To, ze nikt do tej
pory ich w taki sposob nie zaobserwowal i nie zbadal, mocno swiadczy
przeciwko ich autentycznosci.

Randiego i jego fundacji (o czym mozesz przeczytac w ich regulaminie)
zupelnie nie interesuje ideologia stojaca za "cudami" i postulowane
przez samych "cudotworcow" mechanizmy/przyczyny dzialania "cudow". Oni
chca tylko i wylacznie potwierdzic czy postulowane "cuda" faktycznie sie
zdazaja. Wyjasnienie prawdziwych mechanizmow ewentualnego "cudotworstwa"
to zadanie dla naukowcow.

Postawa Randiego i jego fundacji to kwintesencja naukowego racjonalizmu.
Post by elGuapo
oni się z ich istnieniem liczą!
Jak kazdy racjonalista liczy sie z istnieniem (w sensie i naukowym i
ontologicznym) dzbanka Russela...
Post by elGuapo
Na
nich jednakże oburzeniem, jako na naukowców 'wyrodnych', nie
pałałeś. Kalizm.
Slomiany belkot.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
to odruchów wymiotnych we mnie to nie wzbudza, wzbudzanie
owych odruchów jest wystarczającym dowodem na to, iż jednak
obojętne to dla mnie nie jest.
Oczywiscie ze nie jest, zakuty lbie. Brydzi mnie to w sensie
intelektualnym, podobnie jak w sensie estetycznym brzydzi mnie np.
koprofilia.
Obrzydzenie jest emocją - nie ma więc sensu intelektualnego. (...)
Jesli obiekt obrzydzenia (tu: irracjonalizm) rekrutuje sie sposrod
zagadnien dotyczacych aktywnosci intelektualnej (tu: wnioskowania o
rzeczywistosci, modelowania jej i dzialania w jej ramach) to obrzydzenie
ma - z definicji - "sens intelektualny".
Post by elGuapo
Post by Quasi
W jakim swiecie Ty zyjesz? Najwyrazniej w swiecie urojen i zaklamania.
Nie wiesz np. ze wiekszosc Polakow praktykuje czary (modlitwy, ofiary
itp.) wierzac, ze wplyna one na swiat materalny (rewir nauk
przyrodniczych) - zdrowie, pomyslnosc (np. na egzaminie, wyborach),
psychike innych ludzi ("zeby tata przestal pic") i miliardy zlozonych
interakcji miedzy materialnymi obiektami ("zebysmy szczesliwie dojechali
do celu", "zeby byla ladna pogoda" itp.).
Większość praktykuje - owszem - ale w ilościach naskórkowych, a
nie w ilościach zagrażających zdrowemu rozsądkowi.
Nie chodzi tu o zagrozenie zdrowego rozsadku. Zapamietale dopuszczanie
sie czynow i mysli irracjonalnych jest diagnostycznym wskaznikiem
martwicy ogarniajacej ow zdrowy rozsadek.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Nauka nie zaprzecza istnieniu Boga, niewidzialnych krasnali szczajacych
do mleka ani dzbanka Russella. Scisle mowiac
W zwiazku z czym - majaczysz.
Więc Boga nie ma, (...)
Stwierdzenie "X nie ma" (gdzie X moze byc czymkolwiek - Bogiem, UFO,
dzbankiem Russela, skrzatami szczajacymi w mleko itd.) nie jest
stwierdzeniem racjonalnym. A juz w najmniejszym stopniu naukowym - nauki
przyrodnicze w ogole nie wypowiadaja sie na temat ontologii.

Irracjonalne jest "rozumowanie" prowadzace do przyjecia, ze Bog (czy
dzbanek Russela) istnieje.


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
bazyli4
2006-11-28 18:47:43 UTC
Permalink
Powiem tak. Niezmiernie mnie brzydzi nieumiejętne posługiwanie się logiką i
podawanie jej w sposób nie tylko fałszywy ale i zniechęcający. Idź sobie do
kf... może za kilka lat, jak mi znów komp padnie to przywrócę Cię na czas
jakiś, zobaczyć, czy jesteś w ogóle wyuczalny... i czyś się w końcu logiki
nauczył i przestał ją kompromitować...

Bez pozdrowień
Paweł
elGuapo
2006-11-28 22:42:48 UTC
Permalink
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Wot i bolszewizm.
Wot i demagogia.
A co w twoim słowniku znaczy demagogia?
[ http://pl.wikipedia.org/wiki/Demagogia ]
Chyba z rozpędu nie przeczytałes nawet linka, bo ewidentnie pod
demagogię jest tam (w tym byle jak skleconym zalążku artykułu)
podciągnięty populizm.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Trocki, czy Lenin nie powstydziliby się takich
słów.
Zapewne Hitler nosil kalesony. Czy w zwiazku z tym noszenie kalesonow
jest nazistowskie (albo bolszewickie, wszak Lenin tez pewnie je nosil)?
To zależy - jeśli kalesony nosiliby tylko Lenin, Hitler, Trocki i
podobne im kanalie, to doszukiwanie się konotacji kaleson z
bolszewizmem byłoby dość racjonalne.
Mylenie korelacji z zasada przyczynowo-skutkowa jest dosc powszechnym
bledem logiczno-poznawczym...
[ http://en.wikipedia.org/wiki/Correlation_does_not_imply_causation ]
[ http://en.wikipedia.org/wiki/Post_hoc_ergo_propter_hoc ]
Wiec je wskaż.
Post by Quasi
A poza tym: uczucie obrzydzenia/pogardy/irytacji - podobnie jak noszenie
kaleson - nie jest ograniczone do bolszewikow...
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Jakież to straszliwe zagrożenia ze sobą niesie?
Domniemam, ze zadne. Przynajmniej samo w sobie i bezposrednio.
Ale na obrzydzenie do granic rękoczynów zasługuje.
A dlaczegozby nie? Jak juz pisalem: wystapienie badz nie fizycznych
konsekwencji przy mojej dezaprobacie nie ma zadnego znaczenia.
Ja rozumiem, że dla ciebie może nie mieć specjalnego znaczenia, czy
oponenta tylko zbluzgasz, czy mu jeszcze bejsbolem łomot spuścisz,
ale dla oponenta znaczenie to jak najbardziej ma.
Post by Quasi
Koprofilia rowniez nie jest specjalnie spolecznie szkodliwa, tym
niemniej bardzo mnie obrzydza.
Gdyby koprofilia nie była "społecznie szkodliwa", to obrzydzenie do
niej by nie wyewoluowałao.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Tylko co z tego? Nie staje sie przes to ani odrobine mniej irracjonalne
i ani odrobine mniej obrzydliwe.
Zaczynam rozumieć, że dzielenie spraw wedle obiektywnego zagrożenia,
A coz to takiego owo "obiektywne zagrozenie"???
Myślę, iż jeden z papierków lakmusowych oddzielających osobniki
normalne psychiczne od nienormalnych: w najogólniejszym szkicu im
bardziej reakcja nie odpowiada bodźcowi, tym nienormalniejszy
człowiek jest. Obrzydzenie do granic rękoczynów wzbudzane czymś tak
drobnym, jak np. praktykowanie przez osobę trzecią zabobonów (e.g.
czarny kot przebiegający przez ulicę) NA JEJ WŁASNY UŻYTEK wionie
nienormalnością.
Jeśli bandyta grozi mi bejsbolem, to wzbudzenie ogromnej agresji,
wiodącej aż do zabicia napastnika jest uzasadniona, ale wzbudzenie
agresji o podobnej sile (i skutkach) przez drobiazg, czy nieuwagę
(nastąpienie na stopę) świadczy o emocjonalnej nienormalności.
Post by Quasi
Post by elGuapo
jaki stanowią to dla ciebie abstrakcja równa próbie pojęcia przez
ślepca czym są kolory.
Bzdura. Po prostu "zagrozenie" nie jest u mnie warunkiem obrzydzenia.
Jeszcze tego pojac nie mozesz???
Zagrożenie nie musi być warunkiem obrzydzenia, ale tym się od
zwierząt różnimy, iż rozum mamy, więc na własne emocje możemy
przez niego spojrzeć. Dośc powszechnie przyjęta miarą
'racjonalności' emocji jest ich adekwatność do bodźca wspomniania
powyżej.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
I nie
pieprz mi tu o tym, iż myślenie magiczne może wogóle wyprzeć
myślenie racjonalne,
??? Nigdy nie pisalem, ze moze, kanalio. I znow Ci sloma z butow wyszla...
Więc samo istnienie myślenia magicznego jest aż tak obrzydliwe ...
Oczywiscie.
Post by elGuapo
jak istnienie kułaka dla bolszewika.
Tak jak istnienie koprofilii,
czy "lewactwa" dla skorwinsyna.
I tu kłamiesz, bo po tysięczny raz powtarzam, iż nie samo istnienie,
ale konkretne działania lewactwa są oburzające. Lewacy aplikujący
swoje utopie wobec siebie są w najgorszym przypadku godni
lekceważacego uśmieszku, a w najlepszym nawet podziwu (jak odkrywca
nowego leku mający odwagę sprawdzić jego działanie na sobie).
Lewactwo to koprofilii, którzy chcą do partycypacji w swoich
przyjemnościach zmuszać tych, którzy sobie tego nie życzą i to
jest w lewactwie złe i obrzydliwe.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Nie rzucam sie z "furia", lecz z obrzydzeniem, pogarda i irytacja.
1) Czy jesteś świadomy, że twoje rakcje w tej mierze dość mocno
odstają od przeciętnych?
Tak, sa lagodniejsze niz przecietne reakcje motlochu na zjawiska czy
poglady wzbudzajace powszechne obrzydzenie (np. pedofilia,
homoseksualizm, morderstwa, Balcerowicz...)... Sa takze nieprzecietnie
ukierunkowane (zadko kto brzydzi sie irracjonalizmu).
Irracjonalizmu brzydzi się pewnie niemal każdy, ale rzadko kto
brzydzi się nim aż tak.
Post by Quasi
Post by elGuapo
2) Czy bolejesz nad swoimi reakcjami
Nie.
Post by elGuapo
czy
też uważasz, iż są one zdrowe
Tak.
A czemu nie napisałeś 'bełkot'?
Post by Quasi
Post by elGuapo
i pożądane w społeczeństwie?
Mam to w dupie (i spoleczenstwo i obiekty jego pozadania).
I dlatego m.in. lewackie państwo opiekuńcze upada. Dlatego, że
prowadzi do takich postaw, jak twoja.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
No i co z tego, smieszny wariatku? Nadal nie potrafisz wbic sobie do
zakutego lba, ze ja nie jestem - tak jak Ty - samozwanczym
politykierskim mesjaszem, wiec jesli na cos wybrzydzam, to NIE OZNACZA
TO, ze pragne wprowadzic polityczny program rugowania obiektow mojego
obrzydzenia i/lub przymusowego wprowadzenie wolnej od nich utopii (tak
jak Ty to robisz z tym swoim szalenczym omamem, ktory nazywasz
"lewactwem" i "panstwem minimum").
Słomka, słomka. Ja nie pragnę zniknięcia lewactwa z powierzchni
ziemii,
Tego nie sugerowalem. Wiem, ze nie pragniesz (znam Twoje urojenia na
temat "wszechdobroczynnosci wszechkonkurencji").
Której to konkurencji zalety doskonale dostrzegasz w mechanizmach
ewolucji - kalizm.
Post by Quasi
Post by elGuapo
a tylko możliwości życia pozostając poza jego wpływem. (...)
I o to wlasnie chodzi. Bo aby tego dokonac, musialbys odciac "lewactwu"
mozliwosc ingerowania w panstwo. Wyrugowac polityczno-spoleczne wplywy
lewactwa i utrwalic system ("panstwo minimum") w ktorym odzyskanie tego
wplywu nie byloby mozliwe.
ALE nie mam nic przeciwko temu, aby lewactwo stosowało swoje praktyki
wobec siebie i tych wszystkich, którzy chcieliby się im poddać
dobrowolnie.
BTW - ja nawet jak na liberała jestem liberalny - ja nawet nie optuję
za opcją max ('wziąć za pysk i wprowadzić kapitalizm'), mi by się
marzył chociażby 'rezerwat' dla liberałów - enklawa, podobna do
statusu Amiszy, bądź Indian cieszących się spora autonomią w USA.
Ale oczywiście lewactwo nie może sobie pozwolić nawet na taką
enklawę, bo miażdżaca różnica w tempie rozwoju szybciuteńko
zadałaby jego rojeniom kłam.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
A jakie to ma znaczenie??? Ja - w odroznieniu od Ciebie - nie jestem
"lewactwa"), ktore tylko ja widze dzieki swej przenikliwosci i
oswieceniu przez otaczanego kultem bozka (tu: Korwina), za pomoca
politykierskich utopii (tu: "panstwa minimum"). W zwiazku z czym, jesli
wyrazam wobec czegos dezaprobate, to wcale nie oznacza ze zamierzam z
tym czyms walczyc inaczej niz plujac na to, gdy przypadkiem znajdzie sie
w moim zasiegu. A co najwazniejsze - domniemana "szkodliwosc dla
ludzkosci" czegos, nie jest u mnie warunkiem do wyrazania dezaprobaty
wobec tego czegos.
Widzę - ostateczną wyrocznią są dla ciebie własne uprzedzenia ...
??? Belkot.
Czym niby twoje obrzydzenie do irracjonalności różni się od
obrzydzenia homofoba do homoseksualisty, nazisty do Żyda, czy
szalikowca legii do szalikowca Wisły? Że przyczyna inna?
Post by Quasi
Post by elGuapo
które tak wyśmiewasz, gdy przybierają formę tzw. homofobii. Kalizm.
??? Belkot^2
Obnażenie każdego aspektu twojej obłudnej niekonsekwencji zasłuży
na to miano.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Pytanie jak daleko są oni w stanie posunąć się w realizacji swoich
utopijnych wizji.
Projekcja. Nie sadz innych swoja miara, wariatku.
Komunistów, czy faszystów także brano za 'nieszkodliwych' krzykaczy
do czasu aż było za późno. Ty werbalnie i mentalnie już
bolszewikom dorównałeś. Pytanie czy do szczekania zechcesz sie
ograniczyć, czy gryźć (czyli poprzeć 'tanie' słowa' mocną walutą
'czynów') też jesteś gotów.
Toz Ci powtarzam wariacie, ze w odroznieniu od Ciebie, ja sie w
politykierke nie bawie. To Twoja ideologia generuje polityczne
postulaty, nie moja.
Nasza znajomość rozpoczeła się od twojego ataku na RAZa i całe
prawactwo. Nie jesteś wobec polityki neutralny, więc kłamiesz. A że
jeszcze próbujesz - wbrew elementarnemu zdrowemu rozsądkowi - owijać
to w rzekomo 'logiczne' i 'naukowe' argumenty.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
na
opisanie pewnej neofitycznej gorliwości oraz preferowanymi środkami w
dawaniu jej upustu, z których to środków bije chęć używania wobec
opornych przemocy, a w przypadku nieugiętego oporu - do fizycznej
eliminacji ich.
Tak wiec moje obrzydzenie nie ma z "bolszewizmem" nic wspolnego.
Słowa kosztują niewiele.
I co z tego? Nawet moje slowa nie maja znamion tej wyzej przez Ciebie
zdefiniowanej "bolszewii".
Gdyby nie miały nie byłoby drążenia tematu.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Używany przez ciebie język jak najbardziej bolszewickie inklinacje
zdradza na czele z odebraniem oponentom atrybutu człowieczeństwa
Nonsens. Nikomu "czlowieczenstwa" nie odbieralem, chociazby dlatego ze
sie takimi jalowymi frazesami jak "czlowieczenstwo" nie posluguje (nie
mam zatem czego odbierac)...
Człowiek to maszyna emocjonalna i normalni dosyć dobrze przekazy
emocjonalne rozszyfrowywać umieją.
Belkot.
Coraz lepiej rozumiem, iż dla ciebie to i owszem.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
LOL! :D Pewnosc jest - z definicji - stanem umyslu (to czy przeklada sie
na jakies czyny, czy nie nie ma w tym kontekscie zadnego znaczenia) i w
sposob oczywisty rozni sie od niepewnosci na podobnej zasadzie, jak np.
milosc rozni sie od nienawisci (bez wzgledu na to, czy ida za nia jakies
czyny czy nie). Bo tu o stan umyslu chodzi, nie o jakies Twoje slomiane
"czyny".
Pomiędzy pewnością zachodzenia X, a pewnością niezachodzenia X
jest ogromne spektum emocjonalnych stanów pośrednich.
I co z tego?
Zaprzeczenie podanej przez ciebie - bardzo naciąganej - definicji
wiary (czyli irracjonalizmu).
Post by Quasi
Post by elGuapo
Uważasz, że
jest inaczej? Powszechna pewność istnienia Boga skutkować powinna
powszechnym wypełnianiem Jego woli,
Nie, takiego wynikania nie ma.
Ale statystyczna zbieżność powinna dać się zaobserwować.
Post by Quasi
Post by elGuapo
a nic takiego miejsca nie ma.
Bo koncentrujesz sie na przykladach negatywnych (powszechnosc odstepstwo
od bozych nakazow) zamiast porownac ich czestosc z czestoscia przykladow
pozytywnych (powszechnosc dzialan wg bozych nakazow). Confirmation bias.
Mówisz o ilości, a ja o jakości. Krętactwo.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Co jest złego w pewności istnienia Boga,
Jest ona z obrzydliwa wrecz bezczelnoscia irracjonalna.
Nie bardziej od dywagacji o istnieniu UFO.
Znacznie bardziej. Dywagacje o istnieniu UFO moga - ale nie musza - byc
bardzo sensowne i racjonalne (dywagacje o istnieniu Boga czy dzbanka
Russela zreszta tez). Irracjonalna jest np. pewnosc/wiara w ontologiczne
istnienie X (bez wzgledu na to, czy X to Bog, UFO, dzbanek Russela,
elektron czy wlasna reka...).
Zdefiniuj pewność, bo jak dla mnie to emocja, a one z natury rzeczy
są irracjonalne. Racjonalnie możemy je ewentualnie klasyfikować i
wartościować, ale już ze sterowaniem nimi znaaaacznie gorzej
('wmów' sobie, że koprofilia jest przyjemna, że lubisz tłuste
brunetki, zmiast zgrabnych, szczuplutkich blondynek).
Post by Quasi
Irracjonalne jest wykoncypowanie istnienia
(w naukowych modelach) Boga (UFO zreszta tez) z poczynionych dotychczas
obserwacji swiata.
Toteż religia Boga z nauki nie wywodzi - nie zauważyłeś jeszcze? To
'nauka' domaga się wyrugowania Boga z ludzkich umysłów - ty jesteś
tego najlepszym przykładem.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Taki Hawking to pewnie
także intelektualna kurwa, jak każdy kto nie odrzuca z obrzydzeniem
wszelkich tez, które nie są udowodnione ponad wszelką wątpliwość.
Hawkingiem sobie geby nie wycieraj. On jest akurat do bolu racjonalnym
"kaplanem scjentyzmu".
Ale nie odrzuca możliwości istnienia czegoś, na co cienia dowodu nie
ma. Gdy ktoś nie odrzuca istnienia Boga, na którego istnienie dowodu
nie ma, to jest intelektualną kurwą - myślałem, że oburza cię sam
fakt nieodrzucania, a tu jednak (po kalińsku) zależy kto i czego nie
odrzuca, nawet jeśli obie rzeczy są tak samo nieudowodnione.
Post by Quasi
Post by elGuapo
"Maszyny cieższe od powietrza nigdy nie będą latać!!!" - pycha
ograniczonego oszołoma.
Rownie irracjonalne i pyszne jak wiara w Boga...
Przekonanie, pewność, to tylko emocje IMHO. Aplikowanie więc wobec
nich rozumowania jest cokolwiek bez sensu, podobnie jak zaprzęganie
aparatu nauki do dowodzenia, czy zaprzeczania istnieniu Boga.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
jeśli nie skutkuje ona
żadnymi fizycznymi konsekwencjami
Istnienie/nie istnienie "fizycznych konsekwencji" nie ma tu (tj. w
kontekscie obrzydliwosci determinowanej irracjonalnoscia) zadnego znaczenia.
Dla ofiary napadu ma znaczenie, czy jest to tylko napad słowny, czy za
słowami idą czyny (a może i czyny idą bez słów).
Belkot.
Dla ciebie owszem.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
- jesli osoba pewna Jego istnienia
wciąż z zepsutym samochodem udaje się do mechanika, zamist modlić
się do Stwórcy o naprawę wehikułu?
I co z tego??? Czy lewak pracujacy u "prywaciarza" przestaje byc z tego
powodu mniej "lewacki"?
No pewnie - przecież ma do wyboru postąpić lewacko i prywaciarza
zaszlachtować,
Zenujace szalenstwo... "Lewak" = totalitarny komuch...
No więc znów hipokryzja? "Mówimy Partia, a myślimy Lenin": gdy mowa
o wierze, to świat jest czarno-biały: wiara to pewność, najlepiej
jeszcze fanatyzm, ale gdy mowa o lewactwie - oooo tu jest całe
spekturm szarości.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Nie mam nic przeciwko
Ale ja nie pytam, czy masz czy nie masz cos przeciwko, tylko czy nadal
jest lewka czy juz nie.
Lewak pozostaje lewakiem, ale moje odczucia nie generuje jego lewactwo,
a tylko o wyłącznie ingerowanie jego w moje życie. Gdyby lewacy
zechcieli sie ograniczyć do siebie i chętnych, nie obchodziliby mnie
bardziej, niż filateliści. Ty znów nie kumasz co jest przyczyna, a
co skutkiem - jak z homoseksualistami.
Post by Quasi
Post by elGuapo
najortodoksyjnieszym
choćby lewakom, którzy do wiary w swe idee nieprzekładającej się
na działanie się ograniczają,
A jak dziala w zwiazku zawodowym?
To zależy jakie kompetencje ma związek i od jego osadzenia w
prawodawstwie. Jeśli ZZy nie mają większych przywilejów, niż koło
gospodyń wiejskich, to Szczęść Boże!
Post by Quasi
Post by elGuapo
ale ty tego rozróżnienia 'myśli i
słowa' vs 'czyny', elementarnego*) dla cywilizacji łacińskiej nie
kumasz ani w ząb.
*) Za zamiar, ani nawet i przygotowywanie przestępstwa nie każe się
tak samo, jak za przestępstwo popełniane.
Belkot.
++
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Z intuicji,
Z asper-intuicji, (...)
Jak juz wielokrotnie pisalem - w kwestii AS jestes calkowitym
ignorantem, wiec Twoje wypowiedzi na ten temat (jak zreszta na wiekszosc
tematow w jakich osmielasz sie wypowiadac) maja wartosc kalu.
Więc babrając się w nich dowodzisz swojej koprofilności,
Koprofilem to bym byl, gdybym Cie popieral. A ja probuje tylko spuscic
po Tobie wode...
Unosi się na wierzchu im więcej wody dolewasz - przestań dolewać, a
ze spokojem opadnie na dno.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
opartej na znajomosci literatury
paranormalniaczej (pare ksiazek na ten temat przeczytalem, chociazby -
ponoc swego czasu "kultowa" - Picknett Lynn "Encyklopedia zjawisk
paranormalnych") i milosnikow tej tematyki. No i oczywiscie ze
znajomosci zasad religii/fideizmu oraz samych religiantow/fideistow. Bo
i paranormalnictwo i teoriospiskowosc i alternatywnomedycznosc i
ufofilia i pseudonaukowsc i religianctwo to jeden i ten sam
intelektualny syf: zyczeniowo-magiczny irracjonalizm.
Jeśli do jednego wora wędruje katar i nowotwór, 'bo obie to
przecież choroby'. Znów bolszewizm mentalny.
[LOL! Zdecyduj sie wreszcie kretaczu, co znaczy ten Twoj "bolszewizm".]
G prawda. Akurat bardzo latwo i chetnie zawieram kompromisy - w czynach.
Chyba z samym sobą.
Post by Quasi
Post by elGuapo
emanujące fanatyzmem czarno-białe widzenie
świata, zamiast dostrzegania odcieni szarości jest jedną z jego
łatwiej dostrzegalnych cech.
W kontekscie o ktorym mowa "odcienie szarosci" nie maja wiekszego
znaczenia.
Nie ma znaczenia na co sobie ktoś w imię wyznawanych przez siebie
zasad pozwala? Czy nieprawomyślnych chce przekonywać co najwyżej
słowem, czy również i terrorem?

(...)
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Człowiek może się zastanawiać, czy jego
świadomość po śmierci pogrąża się w niebyce, czy może jednak
oddziela się od ciała i coś innego się z nią dzieje.
Jesli zastanawia sie nad tym - i temu podobnymi jalowymi pierdolami -
dluzej niz 10s w zyciu, znaczy to, ze z infantylnym upodobaniem plawi
sie w irracjonalnych fekaliach. Obrzydliwe.
Nie bardziej od czytania fantastyki, oglądania 'Matrixa',
Bzdura. Calkowicie falszywa analogia.
Post by elGuapo
czy
trawienia czasu na pielegnowaniu marchewek na własnej grządce,
zamiast (o idiota nieskończony!!!) pójść do 'zieleniaka' i zakupić
sobie marchewkę za złotówkę.
Bzdura. Calkowicie falszywa analogia.
Czym sie różni przyjemność czerpana z wyobrażeń o obcowaniu z
Bogiem od przyjemności czerpanej z wyobrażania sobie iż np. podąża
się na wędrówkę z Frodem Dziewięciopalcym? Obie postaci są - z
punktu widzenia naukowego - tak samo racjonalne.

(...)
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Nie ma w tym
nic bełkotliwego.
Dla filozofi - nie. Dla filozofi to zwykly banal.
A dla nauki nie ma tam nic, co by belkotem nie bylo.
A filozofia to nie nauka?
Oczywiscie, ze nie. Filozofia to nauka humanistyczna (ang. humanities)
nie nauka przyrodnicza (ang. science). Matematyka, logika, informatyka
tez nie sa naukami (science), lecz naukami formalnymi/scislymi.
Bełkot.
A przy okazji:
"
Przypominam, że ja mam umysł uczonego, a nie badacza. Dla mnie
ciekawe jest wydedukowanie, że np. "najcenniejsza agentura była
wyprowadzana"... na podstawie drobnych przesłanek. Na podstawie
przebadania materiałów to każdy głupi może dojść do takiego
wniosku! Niestety: ludzie nie cenią dedukcji - wolą dokumenty
wywalone na stół.
"
(http://tinyurl.com/wvjly)
Post by Quasi
Polski jezyk czesto wprowadza w blad, gdyz czlon "nauka" (science)
dodaje tez do dziedzin nie bedacych "science" (nauki humanistyczne,
nauki scisle).
No to rychło w czas sobie przypomniałeś co masz na myśli mówiąc o
nauce i rychło w czas dzielisz się twoją semantyką słowa 'nauka'.
Ja nie zakładam (szczególnie u ciebie) 'dobrej woli' w sensie
moralnym, ale zakładałem ją - jak widać niesłusznie - w sensie
'racjonalym', czyli że skoro komunikacja służy zrozumieniu się
(przynajmneij z mojej strony), więc wykazujesz 'dobrą wolę'
zkomunikowani się ze mną, czyli chcesz, abysmy się nawzajem
zrozumieli, ale jak widać myliłem się. Sądze, iż dojrzewam do
ostateczengo zakończenia naszej sagi.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Dlaczego więc wywołuje to obrzydzenie do odruchów wymiotnych
włącznie, o których wspominasz wyżej?
Bo jest irracjonalne (fantazje, nie epistemologia - epistemologia jest ok).
Nie jest bardziej irracjonalne od istnienia cywilizacji pozaziemskich.
Znacznie bardziej irracjonalne. Niestety, irracjonalny do szpiku kosci
szaleniec najprawdopodobniej nigdy tego nie pojmie...
:)
Na istnienie obu mamy tyle samo dowodów - tyle rozumie szaleniec.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Jeśli jestem wobec czegoś
obojetny,
Nauka jest obojetna (a raczej slepa i glucha), nie ja.
Nic nie jest ślepe, ani głuche - nauka ma konsekwencje polityczne,
"Konsekwencje polityczne" nauki to - z definicji - nie dzialka nauki,
lecz polityki, glabie.
Jak widać ma i konsekwencje emocjonalone.

(...)
Post by Quasi
Aprioryczne odrzucanie istnienia zjawisk okreslanych mianem
"nadprzyrodzonych" jest nie mniej irracjonalne niz bezpodstawne
przekonanie o ich istnieniu...
Ale u ciebie aprioryczne nieodrzucenie możliwości istnienia Boga
wzbudza obrzydzenie. Zdecyduj się.
Post by Quasi
Warte naukowego zachodu jest wszystko, co - rzekomo - da sie w
powatarzalny sposob obserwowac i w obiektywizowalny sposob badac.
"Zjawiska paranormalne" rzekomo takie wlasnie sa. To, ze nikt do tej
pory ich w taki sposob nie zaobserwowal i nie zbadal, mocno swiadczy
przeciwko ich autentycznosci.
Lumpen-paranormalność to trochę coś innego, niż wiara w Boga,
który - niemalże z definicji - nie ingeruje w fizyczne aspekty
naszego życia, bądź nawet jeśli ingeruje to w taki sposób, iż
ingerencje wyglądają na działania naturalnych mechanizmów natury.
Post by Quasi
Randiego i jego fundacji (o czym mozesz przeczytac w ich regulaminie)
zupelnie nie interesuje ideologia stojaca za "cudami" i postulowane
przez samych "cudotworcow" mechanizmy/przyczyny dzialania "cudow". Oni
chca tylko i wylacznie potwierdzic czy postulowane "cuda" faktycznie sie
zdazaja. Wyjasnienie prawdziwych mechanizmow ewentualnego "cudotworstwa"
to zadanie dla naukowcow.
Postawa Randiego i jego fundacji to kwintesencja naukowego racjonalizmu.
To dziwne, bo do tej pory zachowywałeś się, jakby wogóle tknięcie
zagadnień paranormalnych myślą było obrzydliwe, samo dopuszczenie
ich do świadomości.

(...)
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
to odruchów wymiotnych we mnie to nie wzbudza, wzbudzanie
owych odruchów jest wystarczającym dowodem na to, iż jednak
obojętne to dla mnie nie jest.
Oczywiscie ze nie jest, zakuty lbie. Brydzi mnie to w sensie
intelektualnym, podobnie jak w sensie estetycznym brzydzi mnie np.
koprofilia.
Obrzydzenie jest emocją - nie ma więc sensu intelektualnego. (...)
Jesli obiekt obrzydzenia (tu: irracjonalizm) rekrutuje sie sposrod
zagadnien dotyczacych aktywnosci intelektualnej (tu: wnioskowania o
rzeczywistosci, modelowania jej i dzialania w jej ramach) to obrzydzenie
ma - z definicji - "sens intelektualny".
Zdefiniuj 'sens intelektualny'.
Efekt działania mechanizmu - obrzydzenie - jest emocją, zaś sens
zwykle jakoś z efektem kojarzymy.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
W jakim swiecie Ty zyjesz? Najwyrazniej w swiecie urojen i zaklamania.
Nie wiesz np. ze wiekszosc Polakow praktykuje czary (modlitwy, ofiary
itp.) wierzac, ze wplyna one na swiat materalny (rewir nauk
przyrodniczych) - zdrowie, pomyslnosc (np. na egzaminie, wyborach),
psychike innych ludzi ("zeby tata przestal pic") i miliardy zlozonych
interakcji miedzy materialnymi obiektami ("zebysmy szczesliwie dojechali
do celu", "zeby byla ladna pogoda" itp.).
Większość praktykuje - owszem - ale w ilościach naskórkowych, a
nie w ilościach zagrażających zdrowemu rozsądkowi.
Nie chodzi tu o zagrozenie zdrowego rozsadku. Zapamietale dopuszczanie
sie czynow i mysli irracjonalnych jest diagnostycznym wskaznikiem
martwicy ogarniajacej ow zdrowy rozsadek.
Urojona równia pochyła - tak wyśmiewana, gdy stosowana przez
niektórych prawiczków.
Irracjonalna panika.
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Nauka nie zaprzecza istnieniu Boga, niewidzialnych krasnali szczajacych
do mleka ani dzbanka Russella. Scisle mowiac
W zwiazku z czym - majaczysz.
Więc Boga nie ma, (...)
Stwierdzenie "X nie ma" (gdzie X moze byc czymkolwiek - Bogiem, UFO,
dzbankiem Russela, skrzatami szczajacymi w mleko itd.) nie jest
stwierdzeniem racjonalnym. A juz w najmniejszym stopniu naukowym - nauki
przyrodnicze w ogole nie wypowiadaja sie na temat ontologii.
Jakimż więc cudem biolodzy odkrywają nowe gatunki roślin i zwierzą
np, czyli nowe byty.
Post by Quasi
Irracjonalne jest "rozumowanie" prowadzace do przyjecia, ze Bog (czy
dzbanek Russela) istnieje.
Toteż nie bez kozery wiara się nazywa wiarą i z dowodami na
istnienie Boga skończyła tak szybko, jak zaczęła. Słusznie
ująłeś "rozumowanie" w cudzysłów, bo to nie rozumowanie jest
zaprzęgnięte w tworzenie wiary, podobnie jak rozum nie jest
zaprzęgnięty w proces odczuwania przyjemności smaku zjadanego
schaboszczaka z kapustą.
Czy ta przyjemność nie wzbudza w ciebie obrzydzenia? Często
przecież lubimy rzeczy nam szkodzące - palenie papierosów nie
wzbudza w tobie obrzydzenia swoją irracjonalnością?


NeG
elGuapo
2006-11-29 16:53:08 UTC
Permalink
(...)
Post by elGuapo
Post by Quasi
Irracjonalne jest "rozumowanie" prowadzace do przyjecia, ze Bog (czy
dzbanek Russela) istnieje.
Toteż nie bez kozery wiara się nazywa wiarą i z dowodami na
istnienie Boga skończyła tak szybko, jak zaczęła. Słusznie
ująłeś "rozumowanie" w cudzysłów, bo to nie rozumowanie jest
zaprzęgnięte w tworzenie wiary, podobnie jak rozum nie jest
zaprzęgnięty w proces odczuwania przyjemności smaku zjadanego
schaboszczaka z kapustą.
Czy ta przyjemność nie wzbudza w ciebie obrzydzenia? Często
przecież lubimy rzeczy nam szkodzące - palenie papierosów nie
wzbudza w tobie obrzydzenia swoją irracjonalnością?
Istnienie Boga jest pośród wierzących przyjętym założeniem, a nie
wynikiem dedukcyjnego rozumowania. Założenie które nie znajduje ani
potwierdzenia, ani zaprzeczenia w organoleptycznie dostępnej
rzeczywistości - racjonalne więc jest ani bardziej, ani mniej niż
założenie o istnieniu pozaziemskich cywilizacji.
'Wiara' (przekonanie o istnieniu Boga) jest tylko aplikowaną wobec
tego założenia emocją, nie jest więc ani mniej, ani bardziej
racjonalne, niż preferowanie schabowego nad pizzę, bądź odwrotnie.


NeG
elGuapo
2006-12-03 16:32:38 UTC
Permalink
Quasi napisał(a):

(...)
Post by Quasi
Mam to w dupie (i spoleczenstwo i obiekty jego pozadania).
(...)

To i nic dziwnego, że z lewactwem sympatyzujesz, bo jemu zawsze po
drodze bardziej ze wszelkimi antyspołecznymi dewiantami było, niż z
samym społeczeństwem.


NeG

elGuapo
2006-11-28 10:06:20 UTC
Permalink
Quasi wrote:

(...)
Post by Quasi
Nie rzucam sie z "furia", lecz z obrzydzeniem, pogarda i irytacja.
(...)

BTW furia oznacza intensywność emocji, a nie jej rodzaj. Może być
obrzydzenie łagodne i obrzydzenie furiowate, pogarda łagodna i
pogarda furiowata, jak i irytacja łagodna i irytacja furiowata.
Fałszywa dychotomia.


NeG
Quasi
2006-11-28 10:25:05 UTC
Permalink
Post by elGuapo
Post by Quasi
Nie rzucam sie z "furia", lecz z obrzydzeniem, pogarda i irytacja.
BTW furia oznacza intensywność emocji, a nie jej rodzaj.
Nieprawda. Furia to inaczej skrajny gniew. Gniew oczywiscie moze byc
zaindukowany innymi emocjami - w tym obrzydzeniem, pogarda i, zwlaszcza,
irytacja - ale owe inne emocje moga rowniez dzialac bez indukowania
gniewu. I w moim przypadku wlasnie tak dzialaja. Nie jestem ani troche
rozgniewany.


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-28 10:37:22 UTC
Permalink
(...)
Nie jestem ani troche rozgniewany.
Czemu więc ma służyć używanie języka, które powszechnie z
rozgniewaniem (furiowatym) w parze idzie? Co chcesz osiągnąć przez
bluzganie na mnie - jakie korzyści dla siebie/dla swojej sprawy
(której nie masz) w tym widzisz? - bo przecież gdyby korzyści nie
widział, to byś nie bluzgał.


NeG
Quasi
2006-11-28 13:03:42 UTC
Permalink
Post by elGuapo
Czemu więc ma służyć używanie języka, które powszechnie z
rozgniewaniem (furiowatym) w parze idzie? Co chcesz osiągnąć przez
bluzganie na mnie - jakie korzyści dla siebie/dla swojej sprawy
(której nie masz) w tym widzisz? - bo przecież gdyby korzyści nie
widział, to byś nie bluzgał.
Retoryczne akcentowanie obrzydzenia, pogardy, irytacji i... stanowczosci.
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-28 15:00:51 UTC
Permalink
Post by Quasi
Post by elGuapo
Czemu więc ma służyć używanie języka, które powszechnie z
rozgniewaniem (furiowatym) w parze idzie? Co chcesz osiągnąć przez
bluzganie na mnie - jakie korzyści dla siebie/dla swojej sprawy
(której nie masz) w tym widzisz? - bo przecież gdyby korzyści nie
widział, to byś nie bluzgał.
Retoryczne akcentowanie obrzydzenia, pogardy, irytacji i... stanowczosci.
To widzę, pytam w jakim celu to robisz - co spodziewasz się przez to
osiągnąć? Czy chodzi tylko o satysfakcję emocjonalną powodowaną
zbluzganiem (np. wyobrażasz sobie, iż ktoś tam gdzieś czytając to
się zżyma z bezsilnej złości i sprawia ci to satysfakcję), czy
też uważasz, iż daje to jakieś pozytywne efekty propagandowe
twojemu stanowisku, czy może jeszcze w innym celu?


NeG
Quasi
2006-11-30 12:24:15 UTC
Permalink
Post by elGuapo
Post by Quasi
Retoryczne akcentowanie obrzydzenia, pogardy, irytacji i... stanowczosci.
To widzę, pytam w jakim celu to robisz - co spodziewasz się przez to
osiągnąć?
W analogicznym celu, w jakim uzywam wykrzyknikow, WIELKICH LITER,
emotikon, internetowego slangu (LOL, IMHO itp.) - taka jest konwencja
przekazu mysli i postaw w rozmowie, zwlaszcza pisanej.
Post by elGuapo
Czy chodzi tylko o satysfakcję emocjonalną powodowaną
zbluzganiem
Satysfakcje emocjonalna odczuwam przy kazdej swojej odpowiedzi, ktora
uznaje za trafiona. To czy zawiera czy niezawiera bluzgi i inwektywy,
nie ma znaczenia.
Post by elGuapo
(np. wyobrażasz sobie, iż ktoś tam gdzieś czytając to
się zżyma z bezsilnej złości i sprawia ci to satysfakcję),
Nie wyobrazam sobie nic takiego - w ogole nie wyobrazam sobie jak
interlokutor reaguje. Po co mam sobie 'wyobrazac', skoro sam mi o tym
napisze (pal licho, na ile bedzie to szczery i prawdomowny opis)...
Post by elGuapo
czy
też uważasz, iż daje to jakieś pozytywne efekty propagandowe
twojemu stanowisku, czy może jeszcze w innym celu?
Moze dac pozytywny efekt - np. zmotywowac interlokutora do merytorycznej
odpowiedzi.

W Twoim przypadku nie o to chodzi (wszak motywacji do odpowiedzi Ci nie
brakuje). Chodzi li tylko o zaakcentowanie stanowczosci moich slow w
celu (1) informacyjnym lub (2) persfazyjnym, majacym zniechecac do
stosowania praktyk kanalistycznych (po co masz je stosowac, skoro sa
latwo demaskowane i surowo osmieszane).


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-30 20:52:50 UTC
Permalink
Post by Quasi
Post by elGuapo
Post by Quasi
Nie rzucam sie z "furia", lecz z obrzydzeniem, pogarda i irytacja.
BTW furia oznacza intensywność emocji, a nie jej rodzaj.
Nieprawda. Furia to inaczej skrajny gniew. Gniew oczywiscie moze byc
zaindukowany innymi emocjami - w tym obrzydzeniem, pogarda i, zwlaszcza,
irytacja - ale owe inne emocje moga rowniez dzialac bez indukowania
gniewu. I w moim przypadku wlasnie tak dzialaja. Nie jestem ani troche
rozgniewany.
Nie pisz mi 'nieprawda', gdy wyjaśniam w jakim znaczeniu użyłem
słowa furia, bo tu sugeruje jakbyś lepiej od mnie samego wiedział co
miałem na myśli. Być może inne słowo pasowałoby tu lepiej, więc
co najwyżej mogłem popełnić pewną niezręczność językową, ale
nie popełniłem kłamstwa. Poza tym normalny człowiek pisze posty w
sposób taki, jak ty je piszesz tylko wtedy, gdy jest bądź
niewychowanym prymitywem, bądź pod wpływem emocji, ja jestem
normalny i czasem pewnie biorę na mała poprawkę na twojego
aspergera.

NeG
elGuapo
2006-11-26 19:20:51 UTC
Permalink
(...)
Post by Quasi
Obrzydzenie (do granic odruchu wymiotnego), pogarda (do
granic parskniecia pustym smiechem i spluniecia w durny pysk) i irytacja
(do granic spoliczkowania takiej intelektualnej kurwy).
(...)

Takie słowa u zionącego tolerancją demofila? I to wobec kogo - wobec
straszliwych zbrodniarzy ośmielających się żywić coś innego, niż
pewność o nieprawdziwości tezy niepopartej naukowymi dowodami?


NeG
Quasi
2006-11-27 10:44:01 UTC
Permalink
Post by elGuapo
Takie słowa u zionącego tolerancją demofila?
Nie jestem "zionacym tolerancja demofilem", kanalio.
Post by elGuapo
I to wobec kogo - wobec
straszliwych zbrodniarzy ośmielających się żywić coś innego, niż
pewność o nieprawdziwości tezy niepopartej naukowymi dowodami?
Slomiany belkot.


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-27 21:10:44 UTC
Permalink
Post by Quasi
Post by elGuapo
Takie słowa u zionącego tolerancją demofila?
Nie jestem "zionacym tolerancja demofilem", kanalio.
To przecież była ironia - toć widzę, że zioniesz 'tolerancją
inaczej'.
Post by Quasi
Post by elGuapo
I to wobec kogo - wobec
straszliwych zbrodniarzy ośmielających się żywić coś innego, niż
pewność o nieprawdziwości tezy niepopartej naukowymi dowodami?
Slomiany belkot.
Słomiany - znaczy nieodpowiadający rzeczywistości? Przecież twoje
słowa same za siebie świadczą. A może masz zamiar utrzymywać, iż
intelektualna kurwa to taki wysublimowany komplement?

NeG
Quasi
2006-11-28 10:21:10 UTC
Permalink
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
Takie słowa u zionącego tolerancją demofila?
Nie jestem "zionacym tolerancja demofilem", kanalio.
To przecież była ironia - toć widzę, że zioniesz 'tolerancją
inaczej'.
Tolerancja panstwa na wszelki rodzaj pogladow (lacznie np. z
neonazizmem) jest dla mnie bardzo mile widziana. Ja sam tez nie
zamierzam kiwac palcem, by utrudniac komukolwiek wyznawania i
propagowania dowolnych pogladow. W tym sensie jestem skrajnie toleranyjny.
Co nie zmienia faktu, ze mniej lub bardziej gardze pogladami mniej lub
bardziej sprzecznymi z moimi wlasnymi i gdy mam okazje, to owa pogarde
mniej lub bardziej okazuje.

Uwazam, ze demokracja to ustroj zbudowany na fundamentach z gowna i
zycie w nim skazuje nas na inhalowanie sie jego nieznosnym fetorem. Nie
mniej jednak wszystkie inne znane mi propozycje ustrojowe sa znacznie
gorsze. Ja zajadle krytykuje alternatywy demokracji (np. Twoje "panstwo
minimum"), a nie bronie demokracji jako takiej.
Post by elGuapo
Post by Quasi
Post by elGuapo
I to wobec kogo - wobec
straszliwych zbrodniarzy ośmielających się żywić coś innego, niż
pewność o nieprawdziwości tezy niepopartej naukowymi dowodami?
Slomiany belkot.
Słomiany - znaczy nieodpowiadający rzeczywistości?
Tak, ale na domiar zlego - nieodpowiadajacy jej w sposob szczegolny:
znieksztalcajacy rzeczywiste poglady/slowa interlokutora w taki sposob,
by go kompromitowaly i/lub byly latwe do obalenia.
Post by elGuapo
Przecież twoje
słowa same za siebie świadczą.
Moje slowa nie mowia tego, co Twoja sloma.
Post by elGuapo
A może masz zamiar utrzymywać, iż
intelektualna kurwa to taki wysublimowany komplement?
Mam zamiar utrzymywac, ze "intelektualna kurwa" to ktos inny, niz wynika
z Twojego slomianego opisu.


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-28 10:41:42 UTC
Permalink
(...)
Post by Quasi
Mam zamiar utrzymywac, ze "intelektualna kurwa" to ktos inny, niz wynika
z Twojego slomianego opisu.
"Onus probandi" - ciężar wyjaśnienia używanego języka spoczywa na
wprowadzaczu nowych pojęć. Skoro się na to nie silisz (krętactwo),
to pozostaje mi interpretować twoje słowa w sposób powszechnie
przyjęty.

NeG
Quasi
2006-11-28 13:09:54 UTC
Permalink
"Onus probandi" - ciężar wyjaśnienia używanego języka (...)
Wszystko na temat uzywanego jezyka wyjasnilem, tyle ze to do Ciebie
szalencze nie dociera. I ani troche mnie to nie dziwi i nie mam ani
odrobiny ochoty, by Ci to tlumaczyc (syzyfowa praca). Jak masz zapal, to
przewietrz zakuty leb i przeczytaj ponownie to co pisalem.
(...) twoje słowa w sposób powszechnie
przyjęty.
"Intelektualna kurwa" to zwrot nie majacy "powszechnie przyjetego
znaczenia", lecz moj prywatny neologizm wprowadzony i funkcjonujacy w
okreslonym kontekscie. I tym kontekstem - nie wprost - zdefiniowany.


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
Duch
2006-11-28 11:56:35 UTC
Permalink
oraz kult pseudo-pokornego (czyli antysceptycznego) "otwartego umyslu"
(tak otwartego, ze az ulatnia sie z niego rozum)
to jest wlasnie to co Ci zarzucam - pseudo "otwarty umysl", tak bardzo
otwarty i z tak silna potrzeb± "nawracania ciemniakow",
ze az stara sie wmowic innym,
ze pedofilia jest nieszkodliwa.
A ktos sie nie zgadza z t± nowoczesn± teori± ten ciemniak.

Czy to nie taki wlasnie "otwarty umysl" prezentowales nie tak dawno?

Pozdrawiam,
Duch
Quasi
2006-11-28 13:13:51 UTC
Permalink
Post by Duch
stara sie wmowic innym,
ze pedofilia jest nieszkodliwa.
Nonsens. Jedynie przedstawiam (bardzo mocne) dowody na to, ze popularne
przeswiadczenie o "szkodliwosci pedofilii" wymaga zweryfikowania.
Post by Duch
A ktos sie nie zgadza z tą nowoczesną teorią ten ciemniak.
Ten ciemniak, kto sie nie zgadza z nia ignorujac podane argumenty.


pozdrawiam
Quasi
--
"Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution"
Theodosius Dobzhansky
elGuapo
2006-11-28 15:03:15 UTC
Permalink
(...)
Post by Quasi
Post by Duch
A ktos sie nie zgadza z tą nowoczesną teorią ten ciemniak.
Ten ciemniak, kto sie nie zgadza z nia ignorujac podane argumenty.
... i nie spodziewaja się zasrania Paryża.

NeG
elGuapo
2006-11-29 13:24:26 UTC
Permalink
Post by elGuapo
(...)
Post by Quasi
Post by Duch
A ktos sie nie zgadza z tą nowoczesną teorią ten ciemniak.
Ten ciemniak, kto sie nie zgadza z nia ignorujac podane argumenty.
... i nie spodziewaja się zasrania Paryża.
Ech te paluchy, powinno być:
... i nie spodziewa się zasrania Paryża wynikającego z całkowicie
racjonalnych argumentów.


NeG
Kontynuuj czytanie narkive:
Loading...